W czasie gdy pierwsza reprezentacja Polski pod wodzą Jana Urbana zmaga się z kryzysem i brakiem wygranej od pięciu kolejnych spotkań – zapoczątkowanym marcowym niepowodzeniem w finale baraży ze Szwecją – młodzieżowa kadra U-21 stanowi prawdziwy powód do dumy. Zespół prowadzony przez Jerzego Brzęczka kontynuuje kapitalną serię w eliminacjach do mistrzostw Europy. W swoim dziewiątym występie Biało-czerwoni pokonali w Katowicach reprezentację Szwecji 3:0. Tym samym zdobyli komplet 27 punktów i umocnili się na pozycji lidera grupy E.
Powodem do dumy nie jest tylko sam wynik, ale przede wszystkim styl, który zaprezentowała nasza kadra w meczu ze Szwecją. Nie daliśmy dojść rywalom do głosu, co dobitnie pokazują statystyki. Zresztą tak wygląda prawie każdy nasz mecz pod wodzą selekcjonera Jerzego Brzęczka. W dziewięciu spotkaniach strzeliliśmy 26 goli, tracąc tylko dwa (w tym jeden z Włochami). Czy mogło być lepiej?
Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość
Do dzisiejszego starcia w Katowicach Polacy przystępowali w roli zdecydowanych faworytów. Nie tylko ze względu na dotychczasowy komplet wygranych, ale również pamiętając o pierwszym meczu tych drużyn, w którym nasi reprezentanci rozgromili Szwedów na ich terenie aż 6:0. Mimo że na pierwszą bramkę kibice musieli poczekać do końcowych fragmentów pierwszej części gry, podopieczni Jerzego Brzęczka od pierwszego gwizdka narzucili własne warunki.
Polacy konsekwentnie budowali akcje, czego odzwierciedleniem było 60% posiadania piłki do przerwy. W pierwszej połowie gospodarze oddali 8 strzałów (w tym 5 celnych), podczas gdy rywale odpowiedzieli zaledwie dwoma uderzeniami (jednym celnym). Dominację Biało-czerwonych potwierdzała także liczba wywalczonych rzutów rożnych – aż sześć przy tylko jednym ze strony Szwedów.
Przełamanie nadeszło dopiero w 40. minucie spotkania. Po kombinacyjnej grze naszych reprezentantów, Tomasz Pieńko wycofał futbolówkę na 17. metr, a do pozycji strzeleckiej doszedł 19-letni Bartosz Mazurek. Zawodnik Salzburga precyzyjnym uderzeniem zaskoczył bramkarza gości, wyprowadzając Polskę na zasłużone prowadzenie 1:0. Gol do szatni sprawił, że rywal, prawdę mówiąc, złożył broń w przerwie meczu.
Polska U-21 — zwiększona dominacja w drugiej połowie
W drugiej części spotkania obraz gry uległ jeszcze większemu usystematyzowaniu na korzyść Polaków. Młodzieżowa reprezentacja w drugiej połowie wręcz zdemolowała rywali pod względem kreowania sytuacji bramkowych, oddając aż 13 strzałów (sześć celnych). Szwedzi w tej części gry byli całkowicie bezradni – zdołali wyprowadzić tylko 1 niecelną próbę i ani razu nie zmusili polskiego golkipera do interwencji.
Na drugiego gola kibice nie musieli długo czekać. W 59. minucie Mikołajewski poszedł prawą stroną i posłał idealne dośrodkowanie w pole karne. Do piłki nabiegł Bartosz Mazurek, który świetnym uderzeniem głową po raz drugi wpisał się na listę strzelców, podwyższając wynik na 2:0. Tym samym udowodnił nie kibicom, bo oni byli przekonani, a selekcjonerowi Urbanowi, że powinien właśnie grać w pierwszej reprezentacji.
W 91. minucie potężne uderzenie z dystansu oddał Marcel Krajewski z Widzewa Łódź. Szwedzki bramkarz nie zdołał złapać piłki i wybił ją przed siebie, co błyskawicznie wykorzystał wprowadzony z ławki rezerwowych Daniel Bąk, dobijając futbolówkę z bliskiej odległości i ustalając wynik meczu na 3:0.
Po fatalnych młodzieżowych mistrzostwach Europy jeszcze za kadencji poprzedniego selekcjonera — Adama Majewskiego, wielu kibiców straciło wiarę w naszą młodzież. Dopiero przyjście Jerzego Brzęczka i wyniki, które notuje jego zespół odmieniły morale wokół tej kadry. Zwycięstwo nad Szwecją to już dziewiąta wygrana z rzędu reprezentacji Polski U-21 w obecnych eliminacjach. Bilans 27 punktów po 9 meczach plasuje Biało-czerwonych na 1. miejscu w grupie E z przewagą trzech punktów nad drugimi Włochami. Jednak najcięższe dopiero przed nimi.
Za pięć dni zagramy w Pescarze właśnie z reprezentacją Włoch. Ważny będzie także dzisiejszy mecz rozgrywany w Yerevanie. Właśnie tam Włosi zmierzą się z Armenią w ramach 9. kolejki obecnie trwających eliminacji. Mimo to, trzeba zakładać trzy punkty dla „Azzurich”. Armenia to najsłabszy zespół tych eliminacji obok San Marino, Gibraltaru oraz Malty, ponieważ po dziewięciu meczach nadal ma zero oczek na koncie. Także Włosi najprawdopodobniej wygrają ten mecz i zmierzą się z nami o fotel lidera. Na szczęście przynajmniej w tym temacie naród nie jest podzielony i z pełnym entuzjazmem trzyma kciuki za naszych chłopaków.










