Polonia Warszawa po trudnym meczu zwyciężyła 2:0 z ŁKS-em Łódź. Bramka pieczętująca wynik spotkania padła na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego, po samobójczym strzale Marcina Adamskiego. Pierwszego gola zdobył w 35. minucie Grzegorz Bonin.
Przed spotkaniem Polonia uchodziła za murowanego faworyta w spotkaniu z ŁKS-em. Łodzianie jak do tej pory notowali porażki 0:5 i 0:4, a przecież nie napotkali na swojej drodze drużyny mającej tak wysokie aspiracje jak „Czarne Koszule”. Jednak w pierwszym kwadransie inicjatywa należała do zespołu z alei Unii. Pierwsza groźna akcja Polonii miała miejsce dopiero w 22. minucie i niewiele brakowało, żeby Grzegorz Bonin posłał piłkę do siatki, jego strzał w ostatniej chwili na rzut rożny odbił Bogusław Wyparło. Od tej pory zespół ze stolicy niepodzielnie dominował na boisku i bramka wydawała się być tylko kwestią czasu. Nieudane próby Caniego, Brzyskiego i Jodłowca były preludium tego, co wydarzyło się w 34. minucie. Wówczas Bruno zdecydował się na uderzenie z dystansu, popularny „Bodzio W.” nieco się zdrzemnął i w efekcie musiał wyciągać piłkę z siatki. Polonia wyszła na prowadzenie.

W ostatnich minutach pierwszej połowy gospodarze kontrolowali grę. Próby podwyższenia wyniku spełzły jednak na niczym, bo szwankowało ostatnie podanie. W drugiej odsłonie meczu można było się jednak spodziewać, że coś jeszcze wpadnie do siatki łodzian i fatalna passa beniaminka będzie kontynuowana.
Początek drugiej połowy nie przyniósł większych emocji. Dopiero po 20 minutach gry bardziej odważnie zaczęli atakować łodzianie. Z czasem przewaga beniaminka robiła się coraz wyraźniejsza i nagle nastąpiło coś, co wstrząsnęło zespołem z alei Unii. Po dośrodkowaniu Wszołka Marcin Adamski interweniował tak niefortunnie, że wpakował piłkę do własnej bramki. Ten gol pogrzebał marzenia ŁKS-u o korzystnym wyniku.











