Polonia Warszawa w 1. lidze, z 19 zgromadzonymi na koncie punktami, zajmuje 14. miejsce w tabeli. Zespół Rafała Smalca zdołał wygrać jedynie pięć spotkań, ale przecież nikt twardo stąpający po ziemi nie zakładał, że w pierwszym sezonie po powrocie „Czarne Koszule” będą bić się o awans. Jak na razie klub musi zapewnić sobie spokojne utrzymanie. Jaka to jest jesień w wykonaniu zawodników z Konwiktorskiej? Zaglądamy do Warszawy.
Po wielu latach piłkarskiego niebytu Polonia Warszawa wreszcie wraca tam, gdzie jest jej właściwe miejsce, robiąc milowy krok w kierunku tej upragnionej ekstraklasy. Fortuna 1. Liga to jednak nie futbolowe przedszkole, a w tych wymagających rozgrywkach wcale nie tak łatwo zwyciężać – o czym zresztą „Czarne Koszule” przekonały się w tym sezonie już nieraz.
Podopieczni Rafała Smalca z pierwszoligowych potyczek zwycięsko wychodzili tylko pięć razy, a gdy spojrzeć na grę i na to, co prezentują na boisku, to widać, że niekiedy brakuje doświadczenia, przez co piłkarze stracili kilka punktów. Gdyby nie to, mogłoby być zdecydowanie lepiej.
• Jaki jest największy plus w zespole?
• Jak przedstawiają się statystyki?
• Kim dla Polonii Warszawa jest Łukasz Piątek?
– Wprawdzie końcowe wyniki ostatnich dwóch sezonów trochę nas rozpieściły po latach karencji w trzeciej lidze, ale jednak nikt rozsądnie myślący nie oczekiwał przed sezonem kolejnego awansu, raczej wszyscy w kibicowskim gronie zgadzaliśmy się, że celem jest spokojne utrzymanie. Po zakończonej rundzie nadal znajdujemy się nad kreską, jednak generalnie był to męczący czas dla każdego polonisty i raczej wyczekujemy przerwy zimowej oraz tego, co może przynieść.
Gra naszej drużyny przypominała trochę sinusoidę — zaczęliśmy od radosnych meczów, w których padało po pięć goli, i nawet gdy końcowy wynik nie był z naszej perspektywy odpowiedni, to przynajmniej były to spotkania godne zapamiętania, po czym przyszedł impas na przełomie sierpnia i września. Październik to ponownie lepsza gra drużyny, z cennymi zwycięstwami w Sosnowcu i Katowicach oraz dobrą — choć niestety zakończoną porażką — grą z Lechią, w listopadzie zaś niestety ponownie przestało być to przyjemne dla oka.
Najbardziej bolą na pewno głupio stracone punkty z rywalami o utrzymanie — przede wszystkim Zniczem Pruszków, ale także Resovią – oraz oddawanie pewnego, dwubramkowego prowadzenia z Tychami i Stalą Rzeszów. Ten drugi aspekt widoczny jest w najbardziej niepokojącym fakcie, że nasz stadion przestał być twierdzą — zdobyliśmy na nim jedynie pięć punktów w dziewięciu meczach.











