Polskie ślady w Szwajcarii zostawiło wielu znanych i cenionych piłkarzy. Niektórzy z nich odegrali dużą rolę i do dziś cieszą się dobrą reputacją, pełniąc funkcję trenera. Inni przebrnęli przez tę ligę niczym meteory. Był też gracz, który zmienił nazwisko i przyjął obywatelstwo szwajcarskie. Historia Polaków w Szwajcarii nie może być więc nudna, wręcz przeciwnie – mimo wąskiego grona naszych rodaków jest ona fascynująca.
Pierwszym polskim piłkarzem, który odegrał ważną rolę w Szwajcarii, był wielokrotny reprezentant Polski, Jerzy Gorgoń. Legendarny gracz Górnika Zabrze przeniósł się do Sankt Gallen u schyłku swojej kariery – w 1980 roku. Rosły stoper pełnił bardzo ważną funkcję w zespole, w którym spędził trzy lata. Łącznie Gorgoń rozegrał w tym klubie 78 spotkań i strzelił cztery gole, by później szkolić młodzież i trenować drużyny z niższych klas rozgrywkowych.

Później szwajcarski szlak przetarli Bogdan Gunia i Włodzimierz Ciołek. Obrońca związany z Górnikiem Zabrze w 1986 roku przeszedł do FC Grenchen. Dwukrotny mistrz Polski przez wiele lat był podstawowym zawodnikiem tego klubu, a następnie pełnił funkcję trenera. Ciołek również trafił do Grenchen. Uczestnik mistrzostw świata w 1982 roku spędził w tej ekipie cztery lata, po czym zajął się szkoleniem młodzieży. W kilku drużynach z niższych klas rozgrywkowych występował znany z Widzewa Łódź Mirosław Tłokiński. Swoją obecność zaznaczył też Joachim Siwek, który w latach 80. przywdziewał koszulkę Chiasso, Vevey, Locarno oraz rozegrał dwa spotkania w barwach Young Boys Berno. Prawdziwe piętno na szwajcarskich boiskach Polacy pozostawili dopiero w 1989 roku. Wówczas do tego kraju przybyło dwóch cenionych reprezentantów Polski, Ryszard Komornicki i Ryszard Tarasiewicz. „Taraś” ze Śląska Wrocław przeszedł do Nechatel Xamax i z miejsca stał się jednym z najważniejszych piłkarzy tej drużyny. Sezon 1989/1990 zakończył z dorobkiem 30 spotkań i 11 bramek. Jego postawa została zauważona przez silniejsze zespoły i już w kolejnym sezonie Tarasiewicz strzelał gole dla francuskiego AS Nancy. Drugi z wyżej wymienionych zapisał niezwykle bogatą kartę w historii szwajcarskiej piłki. „Koko” wybrał przeciętny FC Aarau, w którym odgrywał pierwszoplanową rolę. Więcej uwagi poświęcał jednak defensywie, co przełożyło się na nikłą liczbę zdobytych bramek. Po kilku niezłych sezonach przyszedł w końcu ten najlepszy. Jego drużyna w 1993 roku zdobyła tytuł mistrzowski, a on sam przyłożył do tego ogromną cegiełkę, strzelając sześć goli w 33 meczach. Później „Koko” grał jeszcze w FC Wohlen i FC Luzern, po czym zdecydował się na podjęcie pracy trenera. Jako szkoleniowiec pracował w takich klubach, jak: Wohlen, Solothurn, Luzern, Baden, Aarau czy FC Wil. Do dziś jego nazwisko przywołuje dobre wspomnienia i otwiera wiele furtek polskim piłkarzom, menedżerom czy skautom.










