Ukraina. Niegdyś piłkarze z tego kraju marzyli o wyjeździe do Polski. Potem rolę się odmieniły i to Polacy marzyli o grze choćby w ukraińskich średniakach. Dziś nie ma już Polaków na Ukrainie, teraz nasze asy wyjeżdżają do Azerbejdżanu, Białorusi czy na Litwę – Ukraina to za wysokie progi…
Weźmy przykładowo pierwszy lepszy sezon ligi polskiej – 1992/1993. Czołowym obrońcą Stali Mielec był Ołeksij Tereszczenko, w Hutniku Kraków bramki strzegł Siergiej Szypowski, w Lechu Poznań był Ihor Korniejec, w Legii Warszawa do tej pory pamięta się Romana Zuba (z przyczyn okołopiłkarskich, ale jednak), a koszulkę Wisły zakładał Ołeh Derewinski. Rok wcześniej w Widzewie Łódź grał wielokrotny reprezentant ZSRR, Anatolij Demianienko, a rok później w Stali Mielec pojawił się Aleksandr Spiwak, późniejszy reprezentant Ukrainy. Polska była wówczas piłkarskim rajem dla Ukraińców, u nas panował już (tak mawiano) pełen profesjonalizm, a z boiska można było podnieść znacznie większe pieniądze niż za wschodnią granicą. Z czasem ten trend zaczął się jednak odwracać.

Przyszedł czas, że to Polacy zaczęli szukać zarobku za wschodnią granicą i początkowo robili to nawet z całkiem niezłym efektem. Polskim pionierem na Ukrainie był Mariusz Lewandowski. „Lewy” wyjeżdżał w 2001 roku do Szachtara Donieck jako utalentowany obrońca Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, ale nikt wówczas wielkiej kariery mu nie wróżył. Piłkarz otrzymał koszulkę z numerem 18 i szybko zadebiutował w meczu ligowym (20 lipca 2001 roku). W pierwszym sezonie rozegrał 11 spotkań, ale w kolejnych sezonach był już podstawowym zawodnikiem pierwszego zespołu, a przez pewien czas odgrywał w nim nawet kluczową rolę. Lewandowski odszedł z Doniecka w 2010 roku, mając w swoim dorobku pięć tytułów mistrza Ukrainy, trzy krajowe puchary, dwa triumfy w Superpucharze oraz Puchar UEFA. 64-krotny reprezentant Polski rozegrał dla tego klubu 176 spotkań ligowych i strzelił 21 goli, jednak jego ukraińska przygoda nie zakończyła się na Doniecku, gdyż w 2010 roku piłkarz trafił do PFK Sewastopol. W tym klubie już nie było tak różowo. „Lewy” dołożył jeszcze 32 mecze i jednego gola, ale jednocześnie spadł z ligi. Dziś doświadczony pomocnik wciąż odgrywa ważną rolę w Sewastopolu.
Zaledwie pół roku po przybyciu Lewandowskiego zespół Szachtara wzmocnił Wojciech Kowalewski. Popularny „Gibon” nie miał jednak tak bogatej kariery jak Lewandowski, choć dopisał do swojego dorobku mistrzostwo Ukrainy. Jego licznik zamknął się na 19 spotkaniach, a po niewiele ponad roku gry w Doniecku zgłosił się po niego Spartak Moskwa. Kiedy Kowalewski i Lewandowski trafiali na pierwsze strony gazet, w Polsce i na Ukrainie po cichu swoją karierę budował Maciej Nalepa. Bramkarz, który w Polsce znany był jedynie z występów grającej w niższych klasach rozgrywkowych Stali Stalowa Wola, przebojem wdarł się do składu Karpat Lwów. Zawodnik urodzony w Tarnowie przez wiele lat zbierał w tym klubie dobre recenzje, a w 2003 roku zagrał nawet w reprezentacji Polski. Nalepa przez pewien czas występował też w łotewskiej Vencie Kuldiga, po czym wrócił do Karpat, a następne kontynuował swoją ukraińską przygodę w FK Charków. Jego bilans występów wynosi 86 spotkań. Dziś rosły golkiper wciąż bawi się piłką, bo grę w Piaście Tuczempy nie można nazwać kontynuowaniem piłkarskiej kariery.












