Po inauguracji sezonu 2014/2015 możemy spokojnie stwierdzić: w naszej lidze przez wakacje nic nie uległo zmianie. Jedyny plus w tym stwierdzeniu jest taki, że w pierwszym meczu nowej kampanii padło sporo goli.Frączczak znowu najlepiej radził sobie poza polem karnym rywali, a gdy już w nie wszedł i strzelał, nagle jak zahipnotyzowany robił wszystko, by nie zdobyć gola. A to strzelił w Zajaca, a to przyładował w słupek albo główkował obok bramki. Podbeskidzie znowu imponowało organizacją, walką i ambicją, natomiast zagrażało głównie dośrodkowaniami ze stałych fragmentów. Zajac z Janukiewiczem dobrze interweniowali, Małecki zaliczył jedno udane zagranie przez cały czas spędzony na boisku, a sędzia Musiał zapomniał kartek. Jednym słowem, wszystko do czego jesteśmy przyzwyczajeni, nic nas nie zaskoczyło.
Powiew świeżości wprowadził Łukasz Zwoliński, który w pierwszej połowie wyglądał naprawdę bardzo dobrze. Pokazywał się do prostopadłych piłek i zapewne po jednej z nich zapakowałby brazucę do bramki, gdyby sędzia na początku meczu nie odgwizdał spalonego, którego nie było. Zachował jednak zimną krew po dobrym podaniu Murawskiego i choć w drugiej połowie grał już o wiele gorzej, w Szczecinie mogą wiązać z nim duże nadzieje. Pierwszego gola w nowym sezonie zdobył jednak Konieczny, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Iwańskiego. Pomocnik Podbeskidzia nie jest może tytanem pracy, nie imponował dziś rozgrywaniem piłki, ale ze stałych fragmentów gry naprawdę siał postrach wśród rywali.
Po pierwszej połowie to Pogoń powinna prowadzić, bo goście pod względem piłkarskim prezentowali się zdecydowanie lepiej. Oprócz Zwolińskiego dobre wrażenie robili Kun i Muryama. Po przerwie to Podbeskidzie było drużyną o wiele lepszą, na co mogło mieć wpływ zdjęcie Wojciecha Trochima, który grał beznadziejnie. Wprowadzony za niego Patejuk robił sporo wiatru na skrzydle, a problemy z nim i pozostałymi piłkarzami gospodarzy miał szczególnie Lewandowski, który po tym, jak zgubił Sokołowskiego przy drugim golu, został zmieniony przez trenera. Wdowczyk wprowadził na boisko Bąka, Małeckiego oraz Dąbrowskiego i dwaj ostatni mieli spory udział w zwycięstwie.
Żeby wszystko było jasne – zagrali słabo (Małecki wręcz fatalnie), ale ostatecznie zapisali na swoim koncie bramkę i asystę. Dąbrowski zapakował piłkę do siatki po świetnej wrzutce Golli. Małecki z kolei w ostatnich sekundach meczu podał do Frączczaka, którego centrostrzał przeleciał nad bardzo dobrze broniącym Zajacem, który chwilę wcześniej obronił uderzenie z rzutu wolnego tego samego piłkarza, a jeszcze w pierwszej połowie świetnie interweniował przy strzale Zwolińskiego. Nie uratowało to jednak Podbeskidzia, które na inaugurację sezonu zanotowało dość pechową porażkę. Pogoń, jeśli będzie grała tak dobrze, jak w pierwszej połowie i mieć tyle szczęścia, co w końcówce drugiej, może zająć wysokie miejsce.











