Trzeci z sobotnich meczy przywitał nas w Szczecinie. Pogoń Szczecin wyszła z tego pojedynku zwycięsko, a niekwestionowanym bohaterem tego spotkania „Portowców” jest Kamil Grosicki. Doświadczony Polak ustrzelił dublet w zaledwie 6 minut. W końcówce doszło do brzydkich scen i szarpaniny.
Dwa kluby – dwa nastroje
Przed meczem obie drużyny były w zupełnie różnych pozycjach – zarówno w tabeli, jak i mentalnie. Pogoń Szczecin okupowała 4. miejsce. Była również niepokonana od 9 meczów, a mecz z Radomiakiem był idealną okazją do podtrzymania tej imponującej serii. „Portowcy” z takimi wynikami są więc na jak najlepszej drodze, by zagrozić Lechowi oraz Górnikowi w walce o fotel lidera. Radomiak Radom to z kolei ekipa, która nie może się poszczycić dobrymi wynikami. 16. miejsce w ligowej stawce oraz cztery porażki z rzędu nie napawają sympatyków Zielonych optymizmem.
Imponująca seria „Portowców” to przede wszystkim świetnie działająca machina i bardzo szczelna obrona pod wodzą trenera Oscara Garcii. Taka seria meczów bez porażki nie bierze się z przypadku – Szczecinianie grają obecnie jeden z najciekawszych dla oka futboli w Ekstraklasie. W stolicy województwa zachodniopomorskiego apetyt rośnie, a spotkanie z pogrążonym w kryzysie Radomiakiem miało być kolejnym krokiem marszu w górę tabeli. Choć presja na zespole rosła, to do tego pojedynku Pogoń przystępowała w roli absolutnego faworyta, szczególnie patrząc na fakt, że rozgrywali go na swoim stadionie.
W obozie „Warchołów” nastroje były zgoła inne. Nad Radomiem zawisły czarne chmury, zmieniono trenera i zaczęto trąbić o poważnym wplątaniu się w walkę o utrzymanie. John Carver dopiero rozpoczyna swoją przygodę w mieście z województwa mazowieckiego, lecz było to dla niego kluczowe spotkanie. Był to typowy mecz na przełamanie, który trzeba było wygrać, aby morale w szatni uległy poprawie. Radomiak musiał spróbować odnaleźć się w twardym pressingu Pogoni i poszukać swoich szans.
W składach bez rewolucji
Pogoń Szczecin przystępowała do tego spotkania, jak na drużynę, która zalicza świetną passę, przystało. Trener ufa swoim podopiecznym i nie doszło tam do żadnych roszad kadrowych. Oscar Garcia chce, by genialna seria była kontynuowana przez tych samych wykonawców.
Delikatnie inną drogą poszedł John Carver – szkoleniowiec Radomiaka Radom. Choć wyniki nie napawają Radomian optymizmem, to trener zdecydował się na zaledwie jedną, subtelną zmianę. Conrado zajął w podstawowej jedenastce Luquinhasa.
Szalona 1. połowa
Mecz rozpoczął się bardzo dynamicznie. Już w 3. minucie spotkania Maciej Wojciechowski został napomniany żółtą kartką. Obie ekipy w przeciągu 5 minut pojawiły się już pod polem karnym swojego rywala. Ten początek utrzymywał się przez kolejne minuty. W 8. minucie świetnie wypuszczony w pole karne Jan Grzesik został sfaulowany przez Benjamina Mendy. Ciężar wykonania rzutu karnego wziął na siebie Roberto Alves, zastępując domyślnego wykonawcę – Rafała Wolskiego. Szwajcar z pełnym spokojem pokonał Valentina Cojocaru. Odwrotnie więc do przedmeczowych zapowiedzi i przewidywań – Radomiak strzela gola jako pierwszy i wychodzi na szybkie prowadzenie.
„Warchoły” po pierwszej bramce nie zwolniły tempa i nie cofnęły się przed Pogonią. Wręcz odwrotnie – coraz śmielej napierały na bramkę strzeżoną przez Valentina Cojocaru. Ten stan rzeczy długo jednak się nie utrzymał. „Portowcy” przejęli w końcu inicjatywę i to od razu z przytupem. Błąd Conrado, który nie zdołał wybić piłki z własnego pola karnego, wykorzystał Dimitrios Keramitsis. Grecki obrońca wyrównał stan rywalizacji. Po 17 minutach obie drużyny trafiły do siatki, a z przebiegu gry nie wyglądało jakby ktokolwiek miał na tym poprzestać.
Ponowna wymiana ciosów
Sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie, a inicjatywę znów przejęli goście. Przyniosło to oczekiwane efekty. W 25. minucie Benjamin Mendy wybił centrę Jana Grzesika z pola karnego i wydawało się, że to koniec z tej akcji. Inne zdanie na ten temat miał natomiast Christos Donis – świetnie przymierzył zza pola karnego, pokonując golkipera gospodarzy. Radomiak objął z powrotem prowadzenie, a Pogoń znów była drużyną, która musi gonić wynik.
Zgodnie z przyjętym do tej pory scenariuszem spotkania, po dobrych minutach Radomiaka znów Pogoń zaczęła napierać na bramkę rywala. Szansę na dublet w 32. minucie miał Dimitrios Keramitsis, lecz piłka po jego strzale główką minimalnie przeleciała nad poprzeczką. Tempo wyraźnie spadło. Tę posuchę goli przerwał w doliczonym czasie gry 1. połowy Alessandro Riccio, który wpakował piłkę do siatki strzałem głową, strzelając tym samym swój pierwszy gol w barwach Pogoni. Sędzia tuż po tej akcji zaprosił piłkarzy do szatni po tej szalonej połowie.
Legenda z dubletem!
W drugiej odsłonie gry na murawie pojawił się doświadczony Kamil Grosicki, który zastąpił Jana Biegańskiego. „Turbo-Grosik” zaliczył prawdziwe wejście smoka – zaledwie 3 minuty po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę genialnie uderzył zza pola karnego i wyprowadził „Portowców” na prowadzenie. W 55. minucie Kamil Grosicki zrobił coś, co nie śniło się nikomu przed tym meczem – ustrzelił dublet. Reprezentant Polski na raty, i z pomocą niezrozumiałych decyzji stoperów Radomiaka strzelał w stronę bramki rywali i zmusił Filipa Majchrowicza do drugiej kapitulacji w przeciągu 6 minut.
Pogoń Szczecin na początku drugiej połowy błyskawicznie odskoczyła przyjezdnym na dwubramkowe prowadzenie, a Stadion Miejski im. Floriana Krygiera stał się teatrem legendy. Kibice zgromadzeni na trybunach przecierali oczy ze zdumienia, oglądając zabójcze 6 minut Kamila Grosickiego. Piłkarz, który zmagał się od niemal roku z niemocą strzelecką, potrzebował zaledwie dwóch akcji, by skompletować dublet i zadać potężny cios w stronę Radomiaka. Niesamowite chwile reprezentanta Polski bez wątpienia pokazały, jak ogromny wkład w zespół Pogoni wnosi doświadczony skrzydłowy, pomimo upływu lat. To pierwszy Polak, który ustrzelił dublet po skończonych 38. urodzinach. Polska legenda dopisuje więc do swojego CV kolejne wielkie osiągnięcie.
Brzydkie obrazki w końcówce
Po tym dublecie spotkanie straciło tempo. Pogoń Szczecin skutecznie nie dopuszczała przyjezdnych do bramkowych sytuacji i kontrolowała wydarzenia na boisku. Tak było aż do 74. minuty. Jan Grzesik trafił do siatki na 3:4 i podpiął tlen Radomiakowi, którego bardzo potrzebował po szybkich dwóch ciosach z początku drugiej odsłony gry. To trafienie zapowiadało, że końcówka spotkania może być równie emocjonująca.
Tak też było – w 85. minucie bramkę wyrównującą strzelił Iworyjczyk – Fernand Goure z pięknego półobrotu. Sędzia dostał jednak sygnał od VAR, że strzelec gola prawdopodobnie faulował obrońcę. Niestety dla widowiska – na boisku, jak i poza nim rozpętała się szarpanina, a Bartosz Frankowski musiał pokazać kilka kartek, w tym jedną czerwoną dla Ibrahimy Camará. Radomiak musiał kończyć spotkanie w dziesiątkę, a dodatkowo po nieuznanym golu na 4:4. Sędzia kilkukrotnie musiał poganiać członków sztabu, by zeszli z boiska. Na murawie prawdopodobnie pojawiły się również osoby, które na nim być nie powinny.
Na szczęście po około 9 minutach wróciliśmy do gry, a obrazki, które niewiele miały wspólnego z piłką nożną ustały. Sędzia doliczył aż 12 minut. Do końca spotkania jednak nic się już nie wydarzyło. Szalony mecz padł łupem Pogoni Szczecin.
Sytuacja w tabeli
Pogoń dopisuje 10. mecz z rzędu bez przegranej i wskakuje na podium Ekstraklasy. Radomiak tonie natomiast coraz niżej w strefie spadkowej, a po nadchodzących meczach Rakowa oraz Śląska może spaść na ostatnie miejsce w ligowej stawce.












