W teoretycznie najciekawszym niedzielnym spotkaniu ósmej kolejki Śląsk Wrocław zremisował na własnym boisku z Ruchem Chorzów. Bezbramkowy podział punktów nie satysfakcjonuje gospodarzy, którzy przed meczem zapowiadali zwycięstwo. Dla „Niebieskich” był to pierwszy remis w tym sezonie.
Śląsk Wrocław nieudanie rozpoczął ligowy sezon. Aspirujący do gry w europejskich pucharach zespół w siedmiu dotychczasowych kolejkach wygrał zaledwie dwa spotkania i przed spotkaniem z Ruchem Chorzów zajmował ósmą pozycję w tabeli. Zdecydowanie w lepszych nastrojach do meczu przystępowali chorzowianie, którzy niespodziewanie zajmowali pozycję wicelidera Ekstraklasy. Rywalizacja zapowiadała się bardzo wyrównanie i trudno było wskazać jednoznacznie faworyta.

Niestety pierwsza połowa spotkania zdecydowanie rozczarowała. Żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie klarownej sytuacji bramkowej. Natomiast w grze obu zespołów bardzo dużo było nieczystych zagrań. Niezła sytuacja w 13. minucie po uderzeniu Tomasza Szewczuka w okienko bramki Pilarza oraz niezbyt precyzyjne strzały Spahica, Mili i Dudka to zdecydowanie za mało, aby objąć prowadzenie na własnym boisku. Niewiele lepszy był Ruch, który szukał sposobu na dogranie prostopadłej piłki do Andrzej Niedzielana i złamanie dobrze dysponowanej defensywy Śląska.
Tuż po przerwie widowisko próbował ożywić Kamil Biliński. Utalentowany snajper przegrał pojedynek sam na sam z Krzysztofem Pilarzem. Chwile później kibice znów mogli oglądać sytuację bramkową, tyle, że po drugiej stronie boiska. Indywidualną akcją popisał się Artur Sobiech, ale strzał z narożnika boiska był zbyt lekki aby zaskoczyć bramkarza gospodarzy.
W 71. minucie sam na sam z bramkarzem znalazł się Andrzej Niedzielan, jednak napastnik gości nie wykorzystał 100% okazji, przegrywając pojedynek z Ivo Vazgecem. Była to najlepsza sytuacja meczu.
Podobnych okazji było jak na lekarstwo, a podział punktów wydaje się być wynikiem sprawiedliwym. W następnej kolejce Śląsk podejmie u siebie Wisłę Kraków, a Ruch Chorzów uda się do Wodzisławia, żeby zmierzyć się z miejscową Odrą.











