W meczu szóstej kolejki Serie A Udinese Calcio zremisowało 0:0 z Genoą. Tym samym zespół dowodzony przez Francesco Gudolina podtrzymał passę bez porażki, która trwa już od pięciu spotkań.
Pierwsze na boiska Serie A w niedzielne popołudnie wybiegły drużyny Udinese Calcio oraz Genoi. Gospodarze podchodzili do konfrontacji z „Rossoblu” bez swojego najskuteczniejszego napastnika w osobie Antonio Di Natale. W jego miejsce szkoleniowiec „Zebrette” desygnował do gry Ranegie. W drużynie z Luigim Ferrarisem większych roszad w składzie nie było. Tradycyjnie w linii ataku ustawieni byli Borriello i Immobile. Ten pierwszy nie ukrywał przed spotkaniem, że lubi grać przeciwko Udinese, czego potwierdzeniem były jego dwa hat-tricki, które zdobył właśnie z drużyną z północnej części Półwyspu Apenińskiego.
Z wysokiego C mecz zainaugurowali popularni „Friulani”. Już po zaledwie 120 sekundach gry groźną sytuację pod bramką swoich rywali przeprowadził Danilo, który mógł strzałem głową wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Jednakże futbolówka w ostateczności ostemplowała poprzeczkę bramki i stadion w Udine obiegł tylko jęk zawodu. Na tym jednak podopieczni Guidolina nie poprzestali. Siedem minut później na mocny i precyzyjny strzał zdecydował się Diego Fabbrini, ale udaną interwencją popisał się Frey i wynik nadal był bezbramkowy.
Mimo że przed rozegraniem spotkania to Udinese było niżej w tabeli od Genoi, to jednak drużyna z Wenecji Julijskiej prezentowała się znacznie lepiej. Ekipa ze Stadio Friuli prezentowała futbol dojrzalszy i bardziej wyrafinowany. Między innymi dlatego Pasquale i spółka oddawali więcej strzałów na bramkę rywali i tworzyli sobie więcej podbramkowych sytuacji. Goście, mimo że się starali, nie mieli argumentów, aby przebić się przez szczelną defensywę Udinese, która była dowodzona przez Brazylijczyka Danilo Larengeire. Tuż przed przerwą swoich sił próbował jeszcze Andrea Coda, aczkolwiek strzał 27-latka nie nadaje się na szerszy komentarz, ponieważ był bardzo niecelny. W związku z tym pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0.
O ile pierwsza część rozgrywana była na poziomie dopuszczającym, przyjmując szkolną skalę ocen, to druga połowa była prawdziwą drogą przez mękę. Męczyli się kibice, dziennikarze, a pewnie i sztaby szkoleniowe obu zespołów. Postawa obu drużyn pozostawiała wiele do życzenia. Chociaż Udinese próbowało wykorzystać wyraźnie słabszy dzień swoich przeciwników, to wychodziło im to w mizernym stylu. Strzałów wartych odnotowania było jak na lekarstwo, nie mąwiąc już do ich precyzji.
Nadzieje kibiców były jednak niczym baterie Duracell – niewyczerpane. W ostatnim kwadransie meczu dało się usłyszeć ich entuzjazm z trybun. Nie wiadomo dlaczego, ale był. Może dlatego, że coś w środku pola starał się sklecić Pinzi, lecz tak na dobrą sprawę robił to tak nieporadnie, że tylko z pomocą Bruce’a Wszechmogącego mogłoby coś dobrego z tego wyniknąć.
W 83. minucie spotkania swoją pierwszą klarowną okazję wypracowali sobie goście. Anselmo po krótkim rajdzie zdecydował się na strzał, ale żadnych problemów z wyłapaniem uderzenia Brazylijczyka nie miał Brkić. Natomiast problemy z utrzymaniem równowagi po tym wyczynie miał sam zawodnik. Na szczęście dla służb medycznych klubu z Genui nic mu się nie stało i mógł kontynuować grę. Do końca tego wyśmienitego widowiska nic ciekawego już się nie wydarzyło i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.










