Dla tych, którzy w ostatnich dniach żyli tylko Gran Derbi, przygotowaliśmy małą ściągę. Dzięki niej nie ominie Was nic ważnego, co zdarzyło się w miniony weekend.
Bohater weekendu
Jako że wszyscy oczekiwali na Gran Derbi, bohater całego weekendu niemal musiał zostać wybrany wśród aktorów tego widowiska. Bez wątpienia o zwycięstwie swojego zespołu przesądził Lionel Messi. Argentyńczyk nie dość, że ustrzelił hat-tricka i zanotował asystę, to jeszcze swoim podaniem przyczynił się do czerwonej kartki dla Ramosa. Kolejny wielki mecz Messiego przeciwko Realowi.
Drużyna weekendu

Tutaj też raczej nikt większych obiekcji mieć nie powinien. Po tym jak Chelsea przejechała się po Arsenalu, werdykt mógł być tylko jeden. Zwycięstwa 6:0 nie umniejsza nawet fakt, że rywale grali przez większość czasu w osłabieniu.
Najładniejsza bramka
Alexander Tettey może już kończyć karierę. Zdobył swojego pierwszego gola w Premier League, jednocześnie oddając strzał życia. Nic więcej w piłkarskiej karierze już raczej nie zrobi, biorąc pod uwagę jego wiek (28 lat) i pozycję (defensywny pomocnik). Ale gol przedniej urody.
Najlepszy mecz
Wydawało się, że Cardiff i Liverpool zagrożą Gran Derbi, ale w niedzielę po 23 nikt już nie miał wątpliwości, że najlepszy mecz weekendu dopiero co się skończył. Chyba każdy się zgodzi, że było to jedno z najlepszych El Clasico w ostatnich latach. Dużo bramek, wiele ładnych akcji, rzuty karne i czerwona kartka. Szkoda tylko, że do poziomu spotkania nie dostosował się arbiter.
Najgorszy arbiter
Alberto Undiano Mallenco bardzo mocno się starał, ale nie zdołał przebić „osiągnięcia” Andre Marrinera. Widzieliśmy już wiele, między innymi trzy żółte kartki dla jednego piłkarza, ale wyrzucenie z boiska nie tego zawodnika, który przewinił, to szczyt absurdu. Choć dla Kierana Gibbsa to może i dobrze, że mógł zakończyć wcześniej to spotkanie. A Alex-Oxlade Chamberlain, pomimo że zarzekał się, iż to on zagrał piłkę ręką, cierpiał aż do przerwy, podczas której został zmieniony.
Najlepszy comeback
Tottenhamowi udało się wygrać w bólach, choć już po 28 minutach przegrywał 0:2. Po raz kolejny różnicę zrobił jednak Christian Eriksen, który najpierw strzelił dwa gole, a w samej końcówce dograł do Gylfiego Sigurdhssona, który dał „Kogutom” tak cenne zwycięstwo.
Najlepsza cieszynka
To był mecz, na który czekali kibice w Niemczech. W pierwszym spotkaniu Hoffenheim z Leverkusen sędzia uznał słynnego „Phantom Goal” Stefana Kiesslinga, dzięki czemu Bayer wygrał. Tym razem górą były „Wieśniaki”, a decydującą bramkę w 89. minucie strzelił Anthony Modeste. Francuz popisał się nietypową cieszynką, jednoznacznie nawiązując do gola Kiesslinga z pierwszego spotkania.











