Kiedy prawie wszyscy Polacy cieszą się odpoczynkiem podczas świąt wielkanocnych, piłkarze drużyn T-Mobile Ekstraklasy musieli odejść od stołów i spędzić śmigus-dyngus na zielonej murawie. Poniedziałek stał oczywiście pod znakiem wielkich derbów Śląska, w których Górnik Zabrze podejmował Ruch Chorzów. W pozostałych dwóch meczach emocji także nie brakowało.
Zepsuty jubileusz Bonina
W pierwszym poniedziałkowym meczu mierzyły się ze sobą drużyny walczące o zajęcie jednego z ostatnich miejsc w grupie mistrzowskiej, czyli Korona Kielce i Górnik Łęczna. Po końcowym gwizdku sędziego Tomasza Kwiatkowskiego z zasłużonej wygranej cieszyć się mogli podopieczni trenera Ryszarda Tarasiewicza, którzy do zajmującego obecnie 8. miejsce w tabeli Górnika Zabrze tracą zaledwie jeden punkt. Dzisiejsze zwycięstwo było dla kielczan niezwykle ważne, gdyż następne cztery mecze rozegrają kolejno z: Lechem (wyjazd), Ruchem (dom), Wisłą (wyjazd) i Lechią (dom), a zatem drużynami (może z wyjątkiem chorzowian) teoretycznie lepszymi od siebie. Zwycięstwo nad łęcznianami dało Koronie duży komfort psychiczny przed decydującym o ewentualnym awansie do grupy mistrzowskiej maratonie.
Trzeba przyznać, iż rozpoczynający poniedziałkową serię spotkań pojedynek był bardzo wyrównany, co potwierdzają końcowe statystyki. Obie ekipy oddały ponad 10 strzałów, ale łącznie zaledwie pięć w światło bramki. Od początku meczu nie brakowało okazji strzeleckich zarówno dla gospodarzy, jak i gości, a już w 10. minucie piłkę w siatce Korony zdołał umieścić Tomasz Nowak. Niestety dla Górniaka gol nie został uznany (i słusznie), gdyż przed oddaniem strzału zawodnik przyjezdnych pomagał sobie ręką. Sytuacja ta była chyba jedyną wartą odnotowania, jeżeli chodzi o pierwszą część gry, w której działo się sporo, ale zawodnikom Tarasiewicza i Szatałowa brakowało skuteczności.
W drugiej połowie gospodarze spotkania podkręcili tempo, a w ich szeregach na pochwałę zasłużył przede wszystkim Jacek Kiełb, który już w kolejnym meczu swojej drużyny stanowił jej najjaśniejszy punkt. Pomocnik złocisto-krwistych próbował groźnych strzałów z dystansu, ale za każdym razem piłka po jego uderzeniu nieznacznie mijała słupek bramki Sergiusza Prusaka. Golkiperowi Łęcznej wyraźnie sprzyjało szczęście, ale do czasu! W 66. minucie Kiełb jeszcze raz zdecydował się na strzał z dystansu (z ok. 25 metrów) i była to doskonała decyzja, ponieważ soczyste uderzenie pomocnika znalazło drogę do bramki bezradnego Prusaka. Konkurs na gola kolejki został rozstrzygnięty chyba już dziś.











