120 rozegranych spotkań, w trakcie których strzelono 297 bramek, co daje średnią 2,48 gola na mecz. Wynik przeciętny, zważając na to, że na tym etapie sezonu 2018/2019 bramkarze wyciągali piłkę z siatki już 339 razy. Legia otwiera tabelę polskiej ligi, Wisła Kraków ją zamyka – taka może być najprostsza obserwacja tego, co działo się w pierwszej części sezonu. My jednak rozłożymy okres do 15. kolejki na czynniki pierwsze, przyglądając się poczynaniom drużynowym i indywidualnym bohaterów PKO Ekstraklasa.
Jak co roku, dzięki swojej przaśności, polska liga dostarczyła sporej liczby zaskoczeń, nieoczekiwanych wyników czy nieplanowanych zwrotów akcji. Mimo że czubek tabeli specjalnie zaskakujący na ten moment nie jest, to wielokrotnie człowiek mógł mieć wrażenie, że to, co prezentuje nam liga, znów odbiega od przedsezonowych założeń i przypuszczeń co do postawy poszczególnych drużyn.
Z bagażem problemów i niepowodzeń, ale znów na czele stawki
Gary Lineker wypowiedział kiedyś do dziś ikoniczne zdanie: „Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. Odnosząc to do ekstraklasowych realiów, można powiedzieć, że na polskich boiskach 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywa Legia. Rzecz jasna jest to bardzo duża hiperbola, patrząc chociażby przez pryzmat kampanii 2018/2019, kiedy Piast Gliwice zabrał sprzed nosa mistrzostwo stołecznemu klubowi, jednakże biorąc pod uwagę problemy drużyny Aleksandara Vukovicia i w pewnym momencie nawet pobyt w dolnej części tabeli, to fakt, że na tę chwilę jest ona liderem ligi, sprawia, iż takie nazwanie sprawy nabiera innego sensu. Stołeczny klub z 29 punktami na koncie i najlepszym bilansem bramkowym przoduje w tabeli ekstraklasy, jednakże ma za plecami biedniejsze jedynie o punkt drużyny Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin oraz odstające o dwa oczka zespoły Cracovii i Śląska Wrocław.
Czterech dostarczycieli punktów
15 kolejek za pasem i wyraźnie odznaczyła się już grupa drużyn, które chętniej prezentują punkty rywalom, aniżeli sami je przygarniają. Wisła Kraków, ŁKS Łódź, Korona Kielce, Arka Gdynia i Górnik Zabrze to zespoły, które jak dotąd tylko trzy razy wychodziły z ligowych bitew z tarczą. O ile drużyny Marcina Brosza jeszcze nie kwalifikujemy do grupy dostarczycieli punktów, bo ma przynajmniej na razie względnie bezpieczną przewagę nad strefą spadkową i najwięcej remisów w lidze – siedem, o tyle reszta wymienionych ekip wykazywała się nadzwyczajnie dużą uprzejmością względem swoich rywali przy większości spotkań w pierwszej części sezonu. Te cztery drużyny zgromadziły łącznie liczbę między 11 a 13 punktów, co sprawia, że ich dystans do nawet 11. w tabeli Rakowa Częstochowa, który ma punktów 19, wydaje się dosyć odległy.













