Podbeskidzie Bielsko-Biała zwyciężyło w wyjazdowym meczu z Zagłębiem Lubin. Decydującą bramkę w 90. minucie strzelił Liran Cohen.
To miał być niezwykle ważny mecz dla obu drużyn. Cel – zwycięstwo, które oznaczałoby odbicie się od dna tabeli. Środek do osiągnięcia celu – w Podbeskidziu Ireneusz Jeleń, który chciał udowodnić, że jego powrót do kraju jest jedynie pewnym etapem w jego karierze, a nie swoistym epitafium, w Zagłębiu Szymon Pawłowski, mający aspiracje do gry w reprezentacji Polski.

Już od pierwszej minuty okazało się, że drużyny walczące o utrzymanie potrafią stworzyć nie gorsze widowisko od ekip z czuba tabeli. Już w 1. minucie Szymon Pawłowski trafił w słupek, potem przed szansą stanął Woźniak, a kilka chwil później ofiarne interwencje obrońców Podbeskidzia zatrzymały lidera lubińskiej jedenastki przed strzeleniem pierwszej bramki w tym meczu. O wielkim pechu może mówić też Małkowski, który w 16. minucie trafił w poprzeczkę.
W pierwszym kwadransie Zagłębie sprawiało wrażenie drużyny, która jak rozpędzony walec przejedzie się po przeciwniku, po którym pozostanie tylko mokra plama. W piłce nożnej trzeba mieć jednak szczęście. Pierwsza akcja „Górali”, która została zainicjowana w wyniku nieodpowiedzialnej straty piłki w środku pola, przyniosła bramkę. Szybką wymianę podań skutecznym strzałem wykończył Damian Chmiel. Kibice Zagłębia mieli prawo mówić o niesprawiedliwości.
Ten gol mocno podrażnił gospodarzy. Już w 20. minucie mógł być remis, ale Robert Jeż trafił, jakżeby inaczej, w słupek. Kilka chwil później ten sam zawodnik uderzał obok bramki, później posłał piłkę ponad poprzeczką, szanse miał również Papadopoulos. Podbeskidzie w tym czasie miało dwie sytuacje. Pierwszą zmarnował Robert Demjan, lecz sędzia słusznie zauważył, że „Góralom” należał się rzut rożny. Drugiej nie wykorzystał Byrtek, który po dośrodkowaniu z kornera trafił w… poprzeczkę.
Tuż przed końcem pierwszej połowy doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Sędzia dopatrzył się przewinienia Roberta Jeża w zamieszaniu w polu karnym. Nie było jasne, o co tak naprawdę chodzi, ale Słowak obejrzał czerwoną kartkę. Powtórki pokazały, że pomocnik Zagłębia zbyt mocno pracował łokciami w polu karnym i przy okazji przetrącił jednego z rywali.
Druga połowa miała być marszem Zagłębia po punkty. Lubinianie już w pierwszej połowie pokazali, że są tego dnia zdolni do wielkich rzeczy, ale brakowało im szczęścia. W drugich 45 minutach miało być inaczej. „Miedziowi” rzeczywiście przystąpili do ataku, ale tak klarownych sytuacji jak w pierwszej części gry już nie mieli. Naprawdę gorąco zrobiło się dopiero w 62. minucie. Wówczas bliski zdobycia gola był Pawłowski, lecz pierwszy strzał odbił Zając, a dobitka minimalnie minęła bramkę. W 66. minucie po raz pierwszy z dobrej strony pokazał się Jeleń. Jego akcja mogła przynieść drugiego gola dla Podbeskidzia, lecz Chmiel w doskonałej sytuacji nie poradził sobie z Gliwą. Potem były reprezentant Polski miał jeszcze lepszą okazję, stanął sam na sam z bramkarzem, lecz zamiast strzelać, liczył chyba na cud, a ten się raczej nie zdarza bez pomocy samego zawodnika. Gliwa łatwo poradził sobie z napastnikiem bielszczan.











