W niedzielę piłkarska reprezentacja Polski inauguruje eliminacje do Euro 2016. Mimo iż czeka ją mecz z teoretycznie dużo słabszym rywalem, to i tak powinna się mieć na baczności. Bo do kwalifikacji w turnieju o prymat na Starym Kontynencie często wchodziliśmy w dobrym stylu, ale zdarzały się także kompromitujące wpadki.
Po raz pierwszy w eliminacjach do mistrzostw Europy wystąpiliśmy w 1960. Wówczas w dwumeczu, bo taki system w tamtym czasach obowiązywał, ulegliśmy Hiszpanii. Pierwszy mecz rozegrany w Polsce zakończył się porażką 2:4, a przez kilkanaście minut „Biało-czerwoni” przegrywali nawet trzema bramkami. W rewanżu Hiszpanie zwyciężyli 2:0.
Cztery lata później byliśmy świadkami jeszcze większej klęski. Dwie porażki po 0:2 z Irlandią Północną do dziś zajmują wysokie miejsce w hierarchii największych wtop naszej kadry.
Kolejne eliminacje przyniosły rewolucję. Po raz pierwszy wprowadzono bowiem grupową walkę o awans do turnieju głównego. Zmiana nastąpiła także w grze reprezentacji Polski, jednakże tylko w pierwszym starciu. Udało nam się wówczas 4:0 pokonać Luksemburg. To jednak wystarczyło przy innych wynikach w następnych kolejkach do zajęcia zaledwie trzeciego miejsca w grupie.
Polacy kontynuowali dobrą tradycję zwycięstw w pierwszych meczach także w kolejnych eliminacjach. Tym razem w pokonanym polu zostawili Albanię. Niestety po raz kolejny nie pozwoliło to awansować do samego turnieju. Tym razem w grupie lepsi okazali się tylko Niemcy.
Rok 1974 był dla nas zdecydowanie bardziej udany, nie tylko ze względu na trzecie miejsce w mundialu. Wtedy to od dwóch zwycięstw rozpoczęliśmy kolejne eliminacje, a od awansu do turnieju głównego dzieliły nas tylko dwie bramki. O tyle właśnie przegraliśmy z Holandią, która miała taki sam dorobek punktowy.
Trzy kolejne eliminacje również rozpoczynaliśmy w podobnym stylu. Zwycięstwo na starcie, ale później przydarzały się nam wpadki i zawsze czegoś brakowało.
W eliminacjach do Euro 1992 nastąpiło wreszcie przełamanie. Niestety tym razem naszych rywali, a konkretnie Anglików. O taką porażkę pretensji mieć nie można, bo to rywal z wyższej półki. Ale Irlandia, która także nas wyprzedziła, już nie. Niechlubny początek kontynuowaliśmy także w kolejnych eliminacjach. Tym razem lepszy okazał się Izrael. Niezmienne pozostało cały czas jedno: wielki turniej oglądamy w domu.
Odrobinę optymizmu dodał początek kwalifikacji do Euro 2000. Wówczas pokonaliśmy najpierw Luksemburg, a później Bułgarię. Później wlali już nam rywale i skończyło się to na trzecim miejscu w grupie.
Podobnie było cztery lata później, z tą różnicą, że mecz inauguracyjny udało się nam wygrać. Mierzyliśmy się jednak z San Marino, więc porażka absolutnie nie wchodziła w grę. Całe eliminacje były dla nas dość udane, a do awansu, jak dobrze pamiętacie, zabrakło nam niewiele.
Awansować udało się wreszcie cztery lata później, kiedy w pokonanym polu zostawiliśmy chociażby Portugalię czy Belgię. Początek mieliśmy jednak nieudany, ulegliśmy bowiem w Bydgoszczy Finlandii. Były to zresztą ostatnie eliminacje, w jakich braliśmy udział, bo kolejny turniej organizowaliśmy do spółki z Ukrainą.










