Zambijczycy przed rozpoczęciem turnieju głośno mówili o końcowym zwycięstwie. Początkowo uważano to za bezpodstawne zuchwalstwo, jednak okazało się, że zuchwalstwo popłaca. Zambia pokonała po szalenie emocjonującym meczu ekipę Wybrzeża Kości Słoniowej. Do rozstrzygnięcia tego pojedynku potrzebne były rzuty karne, dokładnie dziewięć serii.
Finał Pucharu Narodów rozpoczął się pół godziny później, niż początkowo planowano. Powodem takiej decyzji były sprawy techniczne, najpewniej związane z transmisją telewizyjną. Kiedy już obie ekipy wyszły na boisko, to od razy pokazały, że to nie będzie typowy mecz pomiędzy dwoma drużynami z Afryki, lecz prawdziwy spektakl, godny finału dużej kontynentalnej imprezy. Już w 2. minucie po rozegraniu rzutu rożnego Sinkala wypróbował Boubacara Barry’ego. Strzał Zambijczyka z bliskiej odległości padł jednak łupem bramkarza Wybrzeża Kości Słoniowej. Był to wyraźny sygnał, że rewelacja turnieju zamierza postawić poprzeczkę faworyzowanym rywalom niezwykle wysoko.

Od tej pory oglądaliśmy wymianę ciosów. W ferworze walki sypały się iskry, co najboleśniej poczuł Joseph Musonda. Pomocnik „Miedzianych Pocisków” musiał opuścić boisko z powodu kontuzji po zaledwie 10 minutach meczu. Nie minął kwadrans, a Zambijczycy po raz kolejny przyprawili kibiców „Słoni” o palpitację serca. Tym razem to Mayuka był bliski szczęścia, lecz piłka po jego strzale poszybowała minimalnie obok bramki.
Od tej pory coraz bardziej zauważalna byłą dominacja Zambii. Świetna postawa Emmanuela Mayuki i Chrisa Katongo robiła na boisku różnicę. Swoje dołożył też Rainford Kalaba, który niebezpiecznie uderzał z rzutu wolnego i kto wie, czy gdyby piłka nie odbiła się od jednego z obrońców, to nie wylądowałaby w siatce.

„Słonie” złapały drugi oddech około 30. minuty. Błysk geniuszu Didiera Drogby o mały włos nie zakończył się pięknym golem. Napastnik Chelsea Londyn dostał piłkę w polu karnym i piętą odegrał do Yayi Toure, który pomylił się dosłownie o centymetry. „Miedziane Pociski” jednak nie zamierzały oddawać inicjatywy, więc mecz ponownie zrobił się niezwykle zacięty. Do ostatniej sekundy pierwszej połowy piłkarze rozbudzali w kibicach pozytywne emocje, racząc ich fantazyjną ofensywą. Wciąż też sypały się wióry, tym razem urazu doznał Jean-Jacques Gosso, lecz w jego przypadku zmiana nie była potrzebna.













