Zawodnicy Ghany pokonali dziś ekipę Mali 2:0. O wyniku spotkania swoimi pięknymi trafieniami przesądzili Asamoah Gyan oraz Andre Ayew. Dzięki zwycięstwu „Czarne Gwiazdy” zapewniły sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek. Malijczycy wciąż muszą o to walczyć.
Pojedynek Ghana – Mali zdecydowanie można było uznać za niezwykle ciekawie zapowiadające się widowisko. Obie ekipy miały chrapkę na zwycięstwo w grupie D Pucharu Narodów Afryki. „Czarne Gwiazdy” kilka dni temu pokonały Botswanę 1:0, dokładnie takim samym rezultatem zakończyło się też spotkanie Mali z Gwineą. Kolejne trzy punkty przesądziłyby zatem o wyjściu z grupy jednej ze stron dzisiejszej batalii.

Pierwsze dwadzieścia minut meczu niezwykle rozczarowało. Nie zobaczyliśmy w zasadzie żadnej groźniejszej akcji, obie drużyny przyglądały się sobie wzajemnie z dużą dozą ostrożności, co zupełnie nie przypominało przecież radosnej, beztroskiej gry, którą można by scharakteryzować te dwie, groźne reprezentacje.
Z biegiem czasu do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Ghany. W 25. minucie niebezpieczny strzał na bramkę Malijczyków oddał Kwadwo Asamoah. Diakite sparował piłkę przed siebie, a dobitki nie był w stanie skutecznie sfinalizować Muntari. Pomocnik Udinese po raz kolejny dał o sobie znać niespełna kwadrans później, kiedy to zgrabnie wymanewrował obrońcę przeciwników, jego uderzeniu brakowało jednak precyzji. Mimo to przez moment naprawdę zapachniało bramką…
„Orły” również postraszyły. A to za sprawą Diabate. Malijczyk po strzale z rzutu wolnego opieczętował oba słupki bramki strzeżonej przez Kwaraseya, piłka jednak, jak na złość, nie wpadła do siatki. W samiutkiej końcówce pierwszej odsłony spotkania okazję miał jeszcze Ghańczyk Andre Ayew, ale jego strzał głową był niecelny. Do przerwy zatem nie zobaczyliśmy goli na Stade de Franceville.
W poczynaniach obu drużyn na początku drugiej odsłony spotkania dało się zauważyć pewną frustrację, związaną zapewne z niemożnością otwarcia rezultatu tego meczu. Gra się zaostrzyła, dochodziło do większej liczby starć i fauli.
Pierwszą groźną sytuacją była błyskotliwa akcja zainicjowana i zakończona przez Andre Ayewa. Strzał podopiecznego Gorana Stefanovicia nie zdołał jednak zaskoczyć golkipera Mali. Diakite z dużą pewnością przytulił piłkę do siebie. Na gola musieliśmy czekać aż do 63. minuty. Wtedy to fantastycznym wykończeniem rzutu wolnego popisał się Asamoah Gyan. Snajper Ghany precyzyjnym uderzeniem przy słupku nie dał szans golkiperowi gości na skuteczną interwencję.
„Czarne Gwiazdy” poszły za ciosem. W 76. minucie po raz kolejny z dobrej strony zaprezentował się tandem Asamoah Gyan – Andre Ayew. Ten pierwszy odznaczył się bardzo efektownym, przytomnym podaniem do swojego kolegi z zespołu. Andre Ayew po nieszablonowej, indywidualnej akcji zdołał natomiast wykończyć dogranie skutecznym strzałem. Uderzenie skierowanie w okolice bliższego słupka bramki Diakite pozwoliło graczom Ghany na podwyższenie rezultatu.











