Libia pokonała Senegal 2:1 w meczu grupy A Pucharu Narodów Afryki. Ten wynik oznacza, że „Lwy Terangi” kończą udział w turnieju bez choćby jednego punktu na koncie.
To spotkanie miało być dla Senegalu tylko meczem o honor, ponieważ już po drugiej kolejce było jasne, że żegnają się oni z turniejem. Kibice wierzyli, że w pojedynku z Libią „Lwy Terangi” pokażą, iż wcześniejsze porażki były jedynie wypadkami przy pracy. Początek spotkania pokazał, że wypadkiem przy pracy mógł być sam awans Senegalu do turnieju finałowego, bo po pięciu minutach uważana za jedną z najsłabszych drużyn turnieju Libia wyszła na prowadzenie. Osman obsłużył dobrym podaniem Ihaba Albousaiffiego, a ten bez problemu pokonał bramkarza rywali. Kilka chwil później ćwierćfinaliści mistrzostw świata z 2002 roku powrócili do żywych. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego największym sprytem wykazał się Deme N’Diaye i mocnym uderzeniem doprowadził do wyrównania.

W kolejnych minutach faworyzowany Senegal przeważał, lecz reprezentantom tego kraju brakowało precyzji, koncentracji, a czasem zbyt dużo było egoizmu. Taka entuzjastyczna gra powodowała, że Libijczycy mogli kilka razy groźnie odpowiedzieć, ale nie potrafili oni przeprowadzić żadnej szybkiej i składnej akcji.
W drugiej połowie wydawało się, że Libia wykrzesze z siebie maksimum determinacji, gdyż przy korzystnym rozstrzygnięciu drugiego spotkania w grupie A droga do ćwierćfinału stanęłaby dla nich otworem. Różnica klas była jednak ogromna, to Senegal od początku drugiej połowy dominował i wydawało się, że bramki są tylko kwestią czasu. Kolejne próby N’Diaye, Cisse czy Nianga spełzły jednak na niczym i wyrok wciąż odwlekał się w czasie.
Piłkarskie przysłowie, które mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, można w takich momentach przytaczać do znudzenia. Senegalczycy tak długo zmuszali komentatorów do wypowiadania tych słów, że w końcu stworzyli samospełniającą się przepowiednię. Na sześć minut przed końcem fatalna interwencja M’Bengue, który wybił piłkę wprost pod nogi Libijczyków, sprokurowała utratę bramki. Piłkę przejął Zuway i natychmiastowo podał ją do Ihaba, a ten był bezbłędny, jego strzał z woleja wylądował w siatce.
Kibice Senegalu nie dowierzali, przeciętna Libia na kilka minut przed końcem prowadziła z ich ulubieńcami. Piłkarze chcieli szybko oddalić od siebie widmo klęski i ruszyli do ataku. Cisse był o krok od wyrównania, lecz na szczęście dla Libijczyków, Abod spisał się wyśmienicie. Później już powietrze zeszło z Senegalczyków. Sprawiali oni wrażenie pogodzonych z klęską podczas Pucharu Narodów Afryki i ze wstydem będą opuszczać Gwineę Równikową.











