Mecz otwarcia 27. edycji Pucharu Narodów Afryki okazał się znakomitym i trzymającym do końca dreszczowcem. Chyba najstarsi fani futbolu nie pamiętają takiej sytuacji, aby w ciągu (wliczając czas doliczony) 16 minut z wyniku 0:4 ugrać remis. Taka sztuka udała się piłkarzom Mali. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że najlepszym graczem 1. kolejki PNA 2010 okrzyknęliśmy tego, który wskrzesił iskrę nadziei w sercach swoich kolegów, czyli Seydou Keitę.
Zupełnie nic nie wskazywało na to, że zawodnik FC Barcelona tak znacząco wpłynie na losy meczu otwarcia. Seydou Keita rozpoczął to spotkanie na ławce rezerwowych. Pech Modibo Maigi sprawił, że nasz bohater pojawił się na placu gry jeszcze w trakcie pierwszej części. Jednak tuż po jego wejściu Angola zdobyła swojego pierwszego, a chwilę później drugiego gola. Już wówczas sytuacja Mali zrobiła się bardzo nieciekawa. Jeszcze gorzej było w drugiej połowie. Najpierw w 67., a potem w 74. minucie piłkarze gospodarzy bezbłędnie wykonali rzuty karne. Warto odnotować, że drugą jedenastkę sprokurował sam Seydou Keita, który nieprzepisowo powstrzymywał lewego pomocnika Angoli, Gilberto. Jednak po tym wydarzeniu nastąpił przełom w grze Mali, który w głównej mierze jest zasługą pomocnika FC Barcelona.

Najpierw w 79. minucie Keita najprzytomniej zachował się w sytuacji podbramkowej i dosłownie wepchnął piłkę do siatki. Ten gol podziałał na Mali mobilizująco. „Orły” uwierzyły, że defensywę Angoli można sforsować i postanowiły pokazać swoje prawdziwe afrykańskie oblicze. Z kolei gospodarzom ta bramka zupełnie spętała nogi. Od tego momentu „Czarne Antylopy” grały statycznie, chaotycznie, a wręcz bojaźliwie. Sam trener Manuel Jose przegrał z presją i dokonał szaleńczych zmian. Postanowił zdjąć z boiska Gilberto oraz Flavio, a więc jak do tej pory najlepszych i najbardziej kreatywnych graczy spotkania. Bez tej dwójki na boisku morale reszty drużyny rozsypały się. Wówczas nadszedł czas Seydou Keity, który okazał się prawdziwym liderem drużyny. To on zaczął pokrzykiwać na swoich kolegów, to on walczył o każdą piłkę, to on nie bał się odważniej zaatakować rywali, to on dzielił i rządził na zielonym prostokącie. Gdy Kanoute w 88. minucie zdobył bramkę na 4:2, wciąż ze świecą było można szukać kogoś, kto wierzył, że Mali zdobędzie choćby jeden punkt. Nie potrzeba było świeczki, by dojrzeć gracza Barcelony, który po chwili oddał znakomity strzał i piłka zatrzepotała w siatce. Wówczas „Orły” rozpostarły skrzydła i ruszyły zadać decydujący cios. Katem Angoli okazał się Mustapha Yatabare, lecz to o wspaniałej postawie Seydou Keity mówili wszyscy.
– W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo źle. Nie mieliśmy kompletnie żadnego pomysłu na grę. Wyglądało to tak, jakbyśmy nie byli żądni zwycięstwa. Szczęśliwie udało nam się jednak wywalczyć ten jeden punkt, który nas bardzo cieszy. Taka końcówka powinna mobilizująco podziałać na naszą psychikę oraz pewność siebie. Jednak teraz musimy być ostrożni, aby po raz kolejny nie popełnić tak dużej ilości błędów. Jest jeszcze sporo do naprawienia przed następnym spotkaniem – na chłodno oceniał nasz bohater.












