Jagiellonia przyjechała do Szczecina bez kluczowych snajperów, dzięki czemu Pogoń miała dodatkowy bonus. Lecz zwycięstwo nie przyszło wcale tak łatwo. Ostatecznie „Portowcy” pokonali białostoczan 2:1 po bramkach Koulourisa i Grosickiego.
Jagiellonia Białystok od początku sezonu zaskakuje swoimi wynikami, dzięki czemu po remisie z Lechem znajdowała się na szczycie tabeli. Lecz do Pomorza Zachodniego goście udali się bez Afimico Pululu oraz Jesusa Imaza. Dlatego na ataku tym razem zobaczyliśmy Jose Naranjo. Co prawda w składzie wciąż byli tacy piłkarze jak Hansen czy Wdowik, ale bez czołowych napastników zadanie postawione przed nimi stawało się trudniejsze.
Ta wiadomość mogła za to cieszyć fanów gospodarzy. Bowiem od ponad trzystu minut Valentin Cojocaru nie wpuścił gola do bramki „Portowców”. A skoro do Szczecina nie przyjechał ani Angolczyk, ani Hiszpan, to szansa na kolejne czyste konto tylko rosła.
Jagiellonia Pogoń: do 30. minuty hit zawodził
Przez długi czas ten hit nie rozpieszczał kibiców zgromadzonych na Stadionie im. Floriana Krygiera. Pogoń wizualnie przeważała, ale nie przekładało się to na groźne sytuacje pod bramką Zlatana Alomerovicia. Jagiellonia spokojnie się broniła, czekając na swoją szansę z kontry. Pierwsza groźniejsza akcja miała miejsce mniej więcej koło 30. minuty. Kurzawa uderzył niezbyt dobrze, ale prostej piłki nie złapał golkiper „Jagi”. Lecz na jego szczęście, Ulvestad przy asekuracji obrońców gości nie dobił piłki do bramki. Od tego czasu obie drużyny się rozkręciły. Najpierw Dominik Marczuk ładnie zwiódł na lewej stronie Koutrisa i huknął w stronę Cojocaru, ale strzał spokojnie minął światło bramki. Dosłownie minutę potem Hansen ładnie zszedł z lewego skrzydła, ale jego strzał nie sprawił kłopotów Rumunowi.
Feralny samobój Malca
Jagiellonia zaczęła powoli wychodzić zza podwójnej gardy i sama wyprowadziła cios. W tym meczu najgroźniejsze sytuacje gości zaczynały się od dalekiego podania na skrzydła do Hansena albo Marczuka. Gol dla „Dumy Podlasia” musiał zatem paść właśnie w takim stylu. Rozpoczęło się od wygranej piłki w środku pola i świetnego podania na prawą stronę do Dominika, który niepilnowany przez nikogo (gdzie był Koutris) chciał wyłożyć piłkę Jose Naranjo. Chciał, ponieważ dośrodkowanie młodego bocznego obrońcy przeciął Mariusz Malec. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że od 35. minuty to Pogoń musiała gonić wynik.











