Świetne spotkanie, które tak naprawdę rozpoczęło się dopiero w ostatnim kwadransie regulaminowego czasu gry, zakończyło się zwycięstwem obecnych Mistrzów Europy 3:2 po dogrywce. O wszystkim zadecydowały świetnie bite rzuty wolne zarówno przez jedną, jak i drugą drużynę.
Obie drużyny spotkały się już w fazie grupowej, gdzie Hiszpanie nie mieli problemów wygrywając 2:0, grając przy tym w rezerwowym składzie. Gospodarze przyszłorocznych Mistrzostw Świata przeżyli jednak prawdziwą metamorfozę w czasie i po spotkaniu z Brazylią, kiedy to podopieczni Santany Natalino byli dość bliscy sprawienia sensacji i wyeliminowania „Canarinhos” z turnieju.

Hiszpanie z kolei w fazie pucharowej przestali grać z polotem, który zauważalny był jeszcze w pierwszych meczach, czego efektem była zaskakująca porażka ze Stanami Zjednoczonymi. Ale „zaskakująca”, nie znaczy „niezasłużona”.
Również w meczu o trzecie miejsce Hiszpanie zaczęli bez polotu i mimo optycznej przewagi, w końcu oddali inicjatywę gospodarzom, a bardzo blisko otworzenia wyniku był Tshabalala. Jedynym żądłem „La Roja” był David Villa, który straszył tylko potężnymi uderzeniami z dystansu.
Pierwszy zareagował Vicente Del Bosque, który zdecydował się na zaskakujący krok i wymienił Fernando Torresa i Davida Villę na Daniela Guizę i Davida Silvę. Okazało się to świetną decyzją byłego trenera Realu Madryt, bowiem ta dwójka rozruszała całą ofensywną grę Hiszpanii i stwarzała najgroźniejsze akcje, po której powinny paść bramki.
Ale wynik otworzyli piłkarze RPA. Po naprawdę koncertowej akcji oko w oko z Casillasem spotkał się Kathlego Mphela, wprowadzony zaledwie dziesięć minut wcześniej. Zawodnik nie miał problemów z pokonaniem jednego z najlepszych golkiperów na świecie, a trybuny, zapełnione głównie miejscowymi kibicami, szalały z radości.
Ten strzelony gol na tyle rozjuszył Hiszpanię, że w końcówce, przez ostatnie trzy minuty obejrzeliśmy aż trzy bramki. Najpierw minuta po minucie celnie uderzał Daniel Guiza i trzeba przyznać, że były to naprawdę ładne strzały. Ale jeszcze w doliczonym czasie gry zwycięstwo Hiszpanom, wydawałoby się klasowej drużynie, która dowiezie wynik do końca, wydarł ponownie Mphela, kapitalnie wykorzystując rzut wolny.
Naprawdę końcówka regulaminowego czasu gry przyniosła emocje, które pozwoliły zapomnieć o reszcie niemrawego meczu. O wyniku musiała więc zadecydować dogrywka i ewentualne rzuty karne, a obaj trenerzy wykorzystali już wcześniej swój limit zmian. W dodatkowym czasie ogromną szansę na przypieczętowanie zwycięstwa mieli gospodarze. Ponownie Mphela znalazł się sam na sam z Casillasem, ale tym razem to bramkarz Realu Madryt okazał się lepszy. Mphela po meczu może sobie pluć w brodę, bowiem gdyby wykorzystał tę okazję, byłby niekwestionowanym bohaterem narodowym. Tymczasem o wyniku przesądził kolejny rzut wolny, bity tym razem przez Hiszpanie, a konkretnie Xabiego Alonso.










