Hiszpania skromnie wygrała z Irakiem 1:0 w meczu 2. kolejki fazy grupowej Pucharu Konfederacji. Mecz nie zachwycił, a Hiszpanie zupełnie nie przypominali zespołu, który 2 dni temu rozgromił Nową Zelandię.
Hiszpanie rozochoceni po zakończonym pogromem meczu z Nową Zelandią, do spotkania z Irakiem przystępowali z szansami na zapewnienie sobie awansu do półfinału PK. W ostatnim starciu z RPA mogliby wtedy zagrać zawodnicy rezerwowi, a kluczowi piłkarze mieliby okazję do odpoczynku. Irak nie zamierzał jednak tanio oddać skóry, a trener „Lwów Mezopotamii” szans na zdobycie punktów z Mistrzami Europy szukał w defensywnym ustawieniu z piątką obrońców w linii.

Hiszpanie od początku zaczęli dyktować swoje tempo. Podopieczni Vincente del Bosque długo utrzymywali się na połowie Irakijczyków, starając się krótkimi podaniami rozpracować obronę drużyny Mistrza Azji. To co było łatwe, szybkie i przyjemne w niedzielnym meczu, dziś sprawiało Hiszpanom nie lada kłopoty. Liczba wymienionych podań nie przedkładała się na okazje bramkowe. Pierwszą groźną sytuację piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego stworzyli dopiero w 25. minucie, kiedy David Villa popisał się niezłym uderzeniem z woleja, które trafiło jednak w boczną siatkę.
Choć skutków nie przynosiły kombinacyjne akcje, Hiszpanie z uporem maniaka nadal próbowali „wejść” z piłką do bramki. Brakowało mocnych i niespodziewanych uderzeń z dystansu. Dopiero pod koniec pierwszej połowy, w 44. minucie, z 20. metrów, bramkarza Iraku Mohhammeda Kassida próbował zaskoczyć Xabi Alonso, ale jego strzał nie sprawił golkiperowi żadnych kłopotów.
Kibice zgromadzeni na stadionie przecierali oczy ze zdumienia. Hiszpanie zupełnie nie przypominali zespołu, który przyzwyczaił swoich fanów do efektownej i szybkiej gry. Do przerwy na tablicy widniał rezultat 0:0. Taktyka Bory Milutinovica przyniosła zaskakujące efekty, ale zespół Iraku wiedział, że przed nimi druga połowa, która w wykonaniu Hiszpanii nie może być gorsza od pierwszej.
Przewidywania znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Co prawda piłkarze del Bosque nie zaczęli nagle aplikować Irakowi kilku bramek pod rząd, ale stworzyli kilka groźnych sytuacji i poprawili skuteczność. Wydatnie pomógł im w tym zespół „Lwów Mezopotamii”, który zaczął popełniać błędy w defensywie. Jeden z pierwszych zakończył się bramką dla Hiszpanii. W 55. minucie precyzyjne dośrodkowanie Capdevilli wykończył strzałem głową David Villa. Irak przez większą część drugiej statystował Hiszpanom, nie kwapiąc się do ataku. Wynikało to ze zmęczenia oraz braku jakiejkolwiek siły ofensywnej. Dopiero w końcówce Mistrzowie Azji znaleźli się tuż przed polem karnym Cassilasa, ale Nashad minimalnie chybił.











