Pod koniec stycznia piłkarskie Chile zmroziła informacja o rezygnacji selekcjonera Jorge Sampaoliego. 55-letni Argentyńczyk, architekt wielkich sukcesów w ostatnich latach, na czele ze zdobyciem Copa America i awansem do 1/8 finału mistrzostw świata, odszedł z powodu konfliktu z nowym prezydentem federacji – Arturo Salahem. Na jego miejsce mianowano rodaka – Juana Antonio Pizziego. Czy pójdzie on śladami Marcelo Bielsy i wspomnianego wcześniej Sampaoliego, którzy kilka lat temu z powodzeniem pracowali z kadrą?
Zacznijmy od aktualnej sytuacji Chilijczyków w grupie eliminacyjnej do mundialu w Rosji. Po czterech seriach meczów zajmują oni miejsce piąte, mając na koncie siedem punktów. Z czym mają problemy? Zarówno z defensywą, która często zmienia ustawienie i ma na koncie siedem bramek straconych, jak i ofensywą, która zdobyła tyle samo bramek, z czego trzy największy talizman drużyny – Alexis Sanchez. Jak widać, przed nowym trenerem sporo pracy do wykonania, aby po raz trzeci z rzędu awansować na prestiżowy turniej.
Kim właściwie jest Juan Antonio Pizzi? Urodził się 7 czerwca 1968 roku w Santa Fe. Karierę piłkarską zaczynał w Rosario Central, by następnie występować m.in. w meksykańskiej Toluce, hiszpańskiej Teneryfie czy też Valencii. Szczyt jego piłkarskiej kariery przypadł na lata 1996-1998, kiedy występował w wielkiej wtedy Barcelonie z takimi asami jak Luis Figo, Luis Enrique, Christo Stoiczkow, Pep Guardiola. Przygody w Katalonii nie mógł jednak zaliczyć do udanych (tylko 11 goli, co jak na napastnika było wynikiem mizernym). Po niej przyszedł czas na powrót do ojczyzny, z przerwą na nieudane wojaże w Porto i w Villarrealu, gdzie rozpoczął także karierę trenerską.
Zaczął ją w klubie z rodzinnego miasta – Colonie. Następnie, po kilku latach pobytu w Peru, trafił do Chile, gdzie odniósł swój pierwszy sukces na ławce, zdobywając z Universidad Catolica mistrzostwo kraju. Dobrą passę kontynuował w argentyńskim San Lorenzo. Mistrzostwo Argentyny w 2013 roku to było dla niego okno wystawowe, wypracował markę na kontynencie południowoamerykańskim, a kilka tygodni później jego usługi zagwarantowała sobie Valencia.

Pod koniec 2013 roku, po 20 latach, wrócił do „Nietoperzy”, które zamiast bić się o górne rejony tabeli, musiały z coraz większym strachem spoglądać na strefę spadkową. Argentyńczyk bardzo szybko przekonał do siebie zarówno piłkarzy, którzy chwalili jego metody treningowe, jak i kibiców, którym sprezentował wiosną 2014 roku kilka niezapomnianych nocy, m.in. wygrywając na Camp Nou 3:2, remisując na Bernabeu 2:2, czy też dochodząc do półfinału Ligi Europy, gdzie Valencia po dreszczowcu odpadła z późniejszym triumfatorem Sevillą. Ligę dwukrotni finaliści Ligi Mistrzów zakończyli na ósmym miejscu. Sezon, biorąc pod uwagę jego pierwszą tragiczną część, mógł zostać uznany za uratowany.











