W ostatnich dniach dość głośno zrobiło się na temat ewentualnego transferu Łukasza Piszczka do Realu Madryt. Jedni protestują, drudzy nie dowierzają, jeszcze inni próbują atakować prawego obrońcę reprezentacji Polski. Pora więc głębiej przyjrzeć się tej sprawie, by spróbować pogodzić zwaśnione strony.
Kilka dni temu media podały informację, że półfinalista tegorocznej edycji Ligi Mistrzów oraz mistrz Hiszpanii, Real Madryt, INTERESUJE się kupnem polskiego obrońcy, Łukasza Piszczka. Wyraz „interesuje” celowo napisałem wielkimi literami. W tym całym szaleństwie warto bowiem pamiętać, że sprawdzalność transferowych plotek wynosi nieco ponad dziesięć procent. Od zainteresowania do transferu jeszcze długa droga. Bardzo długa. Tym bardziej jeśli ta informacja nie jest oficjalnie potwierdzona.

Wiele osób nie tyle nie wierzy w doniesienia hiszpańskich mediów, ile nie uważa, że dojście tego transferu do skutku jest możliwe. Polak grający w polu w Realu Madryt?! Sceptycy uważają, że to jedynie pobożne życzenia. Zwróćmy jednak uwagę na fakty. Łukasz Piszczek po raz drugi z rzędu został wybrany na najlepszego prawego obrońcę Bundesligi, jednej z najlepszych lig na świecie. Racja, w tym sezonie przydarzało mu się więcej błędów niż chociażby rok temu. Nie schodzi jednak poniżej pewnego, dość wysokiego poziomu.
W Realu na prawej obronie obecnie gra Alvaro Arbeloa (Sergio Ramos został przesunięty na środek obrony). Według nieoficjalnych informacji niewykluczone, że „Królewscy” będą chcieli się tego zawodnika pozbyć. Ba, nawet jeśli zostanie, to i tak nie pasuje zbytnio do ofensywnej koncepcji gry Jose Mourinho. „The Special One” chce, by obaj boczni obrońcy często brali udział w akcjach ofensywnych. Portugalczyk szuka więc zawodnika, który zapewni mu stabilność w obronie i aktywność w ofensywie. Wypytuje swoich współpracowników o takiego piłkarza. Ci przyglądają się kopaczom z ligi angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej. Wybierają po dwóch najlepszych obrońców z każdej ligi, którzy mogą grać na prawej stronie defensywy i spełniają wymogi szkoleniowca. Pomocnicy trenera prezentują swojemu bossowi wyniki pracy. Dochodzą do zawodników z Bundesligi. Jako pierwszy Philip Lahm. Doświadczony na arenie międzynarodowej, dobry w defensywie i ofensywie, wie, czego chce. Wiek 29 lat. – Cena? – pyta Mourinho. – Bayern będzie oczekiwał nie mniej niż 25 milionów euro – odpowiadają współpracownicy. – Kogo więc macie jeszcze na liście? – pyta Portugalczyk. – Jest jeszcze 26-letni polski obrońca. Piłkarz Borussii Dortmund, dwukrotny mistrz Niemiec. Dwa razy wybrany na najlepszego prawego defensora Bundesligi. Etatowy reprezentant kraju. Szybki, waleczny. Potrafi strzelać bramki, zalicza dużo asyst – odpowiadają twórcy raportu. – – pyta „Mou”.








