W poniedziałkowe popołudnie sporą sensację wywołało oświadczenie Bytovii Bytów. I-ligowiec poinformował, że z klubem żegnają się Sebastian Małkowski i Robert Hirsz. Bardzo szybko zostaje podany powód niespodziewanego odejścia – alkohol. To nie pierwsza tego typu sytuacja i możemy być pewni, że także nie ostatnia.
Okazało się bowiem, że obaj gracze pojawili się dzisiaj na treningu pod wpływem środków wysokoprocentowych . Reakcja władz klubu była błyskawiczna, bowiem już po południu obaj delikwenci przestali być graczami beniaminka i zostali zobowiązani do jak najszybszego zdania sprzętu i opuszczenia drużyny.
Trzeba przyznać, że jest to decyzja bardzo ostra, ale z całą pewnością słuszna. Trudno przecież nie zgodzić się ze słowami menadżera klubu, który powiedział: nie będziemy tolerować takich zachowań. Nie mówimy przecież o nastolatkach, którzy rzeczywiście mogli zabalować poprzedniego dnia i w takim, a nie innym stanie przyjść na trening. Im należałoby dać drugą szansę. Przecież każdy z nas był kiedyś młody i robił różne rzeczy.
A tutaj? Przecież mamy do czynienia z dwoma doświadczonymi graczami, którzy będąc zawodnikami Lechii Gdańsk, mieli kontakt z T-Mobile Ekstraklasą. Ba, Małkowski ma za sobą nawet debiut w kadrze narodowej. Zostali w końcu ściągnięci do Bytowa, aby być przykładem dla młodych ludzi. Ale nie w tym jak się dobrze zabawić, lecz aby pokazać im jak właściwie prowadzić swoją karierę piłkarską. Ale do tego to już samemu trzeba się dobrze prowadzić.
Co smutne, nie jest to pierwszy taki przykład. Abstrahując od tego, co działo się kilkanaście lat temu, gdy balowanie i przychodzenie na trening na kacu było czymś normalnym, pierwszym głośnym przykładem ostatnich czasów był Patrik Mraz.

Słowak, podobnie jak dwaj poniedziałkowi „bohaterowie”, pojawił się w klubie w stanie wskazującym, co nie uszło uwadze sztabu szkoleniowego, a przede wszystkim władz klubu. Efekt? Rozwiązanie umowy z winy zawodnika, który prowadził niesportowy tryb życia. Ten jednak nie zdążył się na dobrze rozejrzeć za najbliższym pośredniakiem, a już znalazł pracę w FK Senica. Tam jednak długo się nie nasiedział i z powrotem wrócił do Polski. Teraz przywdziewa barwy Górnika Łęczna i jest jednym z wyróżniających się piłkarzy beniaminka.
Równie głośne były ekscesy z udziałem Rafała Murawskiego i Bartosza Ślusarskiego, którzy zabalowali podczas zimowego zgrupowania Lecha Poznań. Oczywiście trzeba pamiętać, że doszło tam przede wszystkim do spięcia z asystentem Mariusza Rumaka, ale główny aktor znów był ten sam – alkohol. Nie miało wielkiego znaczenia, że „Muraś” był ikoną „Kolejorza”. Obaj bez żalu zostali pożegnani, zostając najpierw odsunięci od drużyny, a następnie rozwiązano z nimi kontrakt.












