Transfer Mario Mandżukicia do Bayernu Monachium wzbudził spore emocje. W końcu numerem jeden na szpicy, kimś nie do ruszenia, wydawał się Mario Gomez. Kolejny napastnik w drużynie mógł być tylko zmiennikiem Niemca. A po co wydawać aż 13 milionów euro na kogoś, kto ma siedzieć na ławce? Mandżukić od początku sezonu udowadnia, że wcale nie został kupiony, by być superrezerwowym.
Oczywiście należy szybko wyjaśnić, że obecność Mandżukicia w pierwszym składzie Bayernu spowodowana jest kontuzją Gomeza. Chorwat otrzymał od losu wielką szansę i wykorzystuje ją w 100 procentach. W każdym spotkaniu pokazuje się z dobrej strony. Strzela, podaje, walczy o każdą piłkę i pomaga kolegom w rozgrywaniu. Mandżukić ma naprawdę sporo do zaoferowania, bo jest zupełnie innym typem zawodnika niż Gomez.
Zanim jednak przejdziemy do uzasadnienia nominacji Mandżukicia na piłkarza 5. kolejki Bundesligi, przybliżymy Wam jego sylwetkę. Mimo że nasz bohater jest Chorwatem, pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Niemczech, nieopodal Stuttgartu w Ditzingen. W wieku 18 lat Mario wrócił w rodzinne strony, by grać dla Marsonii. Dobra gra zaowocowała przenosinami do NK Zagreb i to tam objawił się jego talent. Wtedy uwagę na młodego napastnika zwrócił lokalny rywal NK – Dinamo. Mandżukić kosztował „Niebieskich” aż 1,3 miliona euro. Po tym transferze snajper otrzymał powołanie do dorosłej reprezentacji Chorwacji, a jego kariera nabrała tempa. Dobre występy na krajowych oraz europejskich podwórkach sprawiły, że jego usługami były zainteresowane coraz mocniejsze ekipy. W 2010 roku Mario podpisał czteroletni kontrakt z VfL Wolfsburg. Od tej pory mogliśmy go oglądać z bliska. W ciągu dwóch sezonów rozegrał dla „Wilków” ponad 50 spotkań, w których zdobył 20 bramek. Tego lata Mandżukić pojechał ze swoją reprezentacją na mistrzostwa Europy, gdzie w trzech meczach zdobył trzy bramki. Po raz kolejny zostawił po sobie bardzo dobre wrażenie.
Tymczasem w Niemczech drugi raz z rzędu równych sobie nie miała Borussia Dortmund, która pokonała Bayern zarówno w lidze, jak i Pucharze Niemiec. Bawarczycy szukali wzmocnień i ostro zaszaleli podczas okienka transferowego. Mimo że Gomez zdobył w ubiegłym sezonie aż 26 bramek, potrzebny był ktoś, kto wzmocni rywalizację. Potrzebny był napastnik klasy Gomeza – taki drugi Mario. Wybór padł na Mandżukicia, w końcu też nazywa się Mario, jak Gomez. Na początku wielu pukało się w czoło, że te 13 milionów euro to zbędny wydatek. Ale w obliczu kontuzji Gomeza Mandżukić błyskawicznie zamknął usta wszystkim krytykom.
Od początku sezonu Chorwat gra w pierwszym składzie i trzeba przyznać, że gra niezwykle równo. Pierwsze trafienie zanotował już w meczu o Superpuchar Niemiec, a później wpisywał się na listę strzelców w każdym kolejnym spotkaniu, za wyjątkiem pojedynku z Schalke Gelsenkirchen. W minionej kolejce Bayern grał z Wolfsburgiem, byłym klubem Mandżukicia. W takich meczach piłkarze zawsze są podwójnie zmotywowani. Chorwat rozegrał świetne spotkanie i po raz pierwszy w barwach Bayernu aż dwukrotnie posłał piłkę do siatki w jednym meczu. W obu sytuacjach Mandżukić wykorzystał swoje umiejętności gry w powietrzu i bez większych problemów posłał do bramki dokładne dośrodkowania partnerów, choć sytuacje tylko na pozór były łatwe.









