Jeśli ktoś strzela dwie bramki mistrzowi Niemiec, to praktycznie z miejsca jest brany pod uwagę do miana gracza kolejki. A jeśli robi to w takim stylu jak Heung-Min Son, to pole wyboru znacznie się zawęża. Przedstawiamy bohatera Hamburga SV, który w ostatniej kolejce poprowadził wraz z Rafaelem van der Vaartem swój zespół do zwycięstwa nad Borussią Dortmund.
Od jakiegoś czasu obserwujemy coraz większy napływ piłkarzy z Azji do Bundesligi. Jednym z nich jest właśnie Heung-Min Son. Ofensywny zawodnik trafił do Hamburga wprost z Korei Południowej. Do akademii juniorskiej HSV dołączył w wieku 16 lat. Dobrą postawą w sparingach w sezonie 2010/2011 zapracował na swój pierwszy profesjonalny kontrakt. 30 października 2010 roku w meczu przeciwko FC Köln zdobył swoją pierwszą bramkę w Bundeslidze. Miał wtedy 18 lat, 3 miesiące i 22 dni i tym samym pobił 39-letni rekord Manfreda Kaltza, stając się najmłodszym strzelcem gola dla HSV. O talencie Sona świadczą słowa Franza Beckenbauera, który stwierdził, że młody Koreańczyk ma wszystko, aby stać się kolejnym Bum-Kun Cha, który grając od 1979 do 1989 roku w Bundeslidze (Eintracht Frankfurt i Bayer Leverkusen) zdobył 98 bramek. Swój potencjał Son udowadniał w meczach towarzyskim przed sezonem 2011/2012, strzelając 18 goli w dziewięciu meczach. W tym sezonie rozegrał 27 spotkań, ale aż 16 razy z ławki rezerwowych. Zdobył pięć bramek, w tym bardzo ważne dwie pod koniec sezonu, którymi zapewnił cztery punkty w potyczkach z Hannoverem i Nürnberg. Właśnie dzięki tym golom HSV utrzymało się w Bundeslidze.
Od początku bieżącego sezonu Son jest kluczowym zawodnikiem swojego zespołu. Wyróżniał się w meczach, w których reszta drużyny spisywała się bardzo słabo, a swoje konto bramkowe otworzył tydzień temu w starciu z Eintrachtem. Wtedy nie udało się zdobyć ani punktu, ale już w spotkaniu przeciwko Borussii niemal w pojedynkę zapewnił HSV trzy oczka. Prezentował to, czym charakteryzują się wszyscy gracze z Azji, czyli szybkość, dynamikę, zwrotność, niezły drybling i boiskową inteligencję. Do tego dorzucił świetną skuteczność. Przy pierwszej bramce oszukał jedną z najlepszych par stoperów w Bundeslidze, ustawiając się między nimi i zdobywając gola głową. Przy tym trafieniu brawa należały się również podającemu van der Vaartowi, ale przy drugiej bramce Koreańczyka wszystkie zasługi trzeba przypisać właśnie jemu. Choć może jeszcze Hummelsowi, który zagrał piłkę wprost pod jego nogi. Później Son od linii środkowej pobiegł aż pod pole karne, zwiódł Schmelzera oraz Kehla i bardzo ładnym strzałem pokonał Weidenfellera (akcja od 02:57)
Dwie bramki w meczu z mistrzem Niemiec mogą być dopiero początkiem. Trudno nie wierzyć w słowa Franza Beckenbauera i odmawiać Koreańczykowi potencjału, tym bardziej że nazywa się go również „koreańskim Müllerem”. Jeśli będzie robił takie postępy jak do tej pory, to może być bardzo dobry sezon w jego wykonaniu. Bardzo możliwe, że Son zrobi podobną karierę do innego piłkarza azjatyckiego pochodzenia, Shinjiego Kagawy.








