Wybór najlepszego zawodnika inauguracyjnej kolejki Bundesligi nie należał do łatwych zadań. Poziom sportowy ligi niemieckiej podnosi się z roku na rok, a rywalizacja o mistrzowską paterę zapowiada się na najciekawszą od lat. Jednak piłkarzem, którego nie można nie wyróżnić po pierwszej kolejce, jest na pewno Marco Reus – zawodnik, który niedługo będzie decydował nie tylko o grze Borussii, ale także reprezentacji Niemiec.
Dortmund to rodzinne miasto Marco. Tu się urodził, wychował i rozpoczął swą przygodę z piłką. Jako junior grał w zespołach Post SV Dortmund oraz Borussii Dortmund. Jednak nie poznano tam się na jego talencie, trenerzy uznali, że jest za niski i za słaby, więc Reus zmuszony był siedzieć na ławce. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy 16-letni Marco zdecydował się na przenosiny do czwartoligowego wówczas Rot Weiss Ahlen. Początki w Ahlen również były trudne, grę w piłkę musiał łączyć z praktyką w salonie Mercedesa. W zespole z Nadrenii Północnej-Westfalii spędził dwa lata i awansował z nim do 2. Bundesligi. Latem 2009 roku Marco przeniósł się do pierwszoligowej Borussii Mönchengladbach i odtąd jego kariera nabrała rozpędu. W nowym klubie z miejsca stał się gwiazdą. Zachwycał precyzją podań, szybkością, dryblingami oraz inteligencją na boisku. W zeszłym sezonie to głównie dzięki Reusowi klub z Mönchengladbach tak długo liczył się w walce o tytuł, a sezon zakończył na wysokim, 4. miejscu. Miał tak duży wpływ na grę „Die Fohlen”, iż kibice zaczęli nazywać swój ukochany klub „Boreussia”. Reus zakończył sezon z 18 bramkami i 11 asystami na koncie oraz tytułem piłkarza sezonu Bundesligi według „Kickera”. Działacze z Dortmundu nie żałowali pieniędzy i za 17,5 miliona wykupili Reusa z Mönchengladbach. Historia zatoczyła koło i piłkarz po wielu latach wrócił do domu.
Powrót wypadł naprawdę okazale, a do tego przytrafił się w naprawdę wyjątkowych okolicznościach. Mecz Borussii Dortmund i Werderu Brema na wypełnionym do ostatniego miejsca Westfalenstadion był pierwszym spotkaniem 50. sezonu Bundesligi, wygłoszono więc uroczyste mowy oraz odśpiewano hymn Republiki Federalnej Niemiec.
Spotkanie idealnie rozpoczęli piłkarze Borussii, a zwłaszcza jeden piłkarz, czyli Marco Reus. Już w 11. minucie w swoim trzecim kontakcie z piłką w meczu strzelił pierwszego gola dla BVB. Idealną asystę zanotował Kuba Błaszczykowski. Reus, wykorzystując błąd obrońców, z zimną krwią, technicznym strzałem pokonał golkipera Werderu. Kibice z Dortmundu długo skandowali nazwisko strzelca bramki. Reus przywitał się z nimi najlepiej, jak tylko mógł.
Dalej mecz układał się już bardzo różnie, to piłkarze Werderu częściej przejmowali inicjatywę i groźnie atakowali. Borussia jednak otrząsnęła się i zaczęła dominować na boisku, a ton grze nadawali Błaszczykowski i Reus. Młody Niemiec imponował przygotowaniem fizycznym i umiejętnościami technicznymi. Jego częste rajdy i wymienianie podań z Kubą siało dużo niepokoju w szeregach gości z Bremy. W 55. minucie ponownie świetną dwójką akcję przeprowadził polsko-niemiecki duet Kuba i Reus, jednak podanie Marco nie było wystarczająco precyzyjne. Gra Borussii poprawiła się jeszcze, gdy na boisku znalazł się Goetze. Wspaniałe trio Błaszczykowski – Reus – Goetze rozkręcało się z minuty na minutę. Po trudnym meczu Borussia wygrała 2:1 i zainkasowała pierwsze trzy punkty w sezonie, w czym duża zasługa Reusa. 23-letni piłkarz przebiegł najwięcej kilometrów w tym spotkaniu, oprócz tego należy docenić jego zaangażowanie włożone w grę. Decydował o tym, jak wyglądały ataki Borussii, rozprowadzał piłkę, a także sam potrafił wziąć ciężar gry na swoje barki i przeprowadzić indywidualną akcję. Marco zostawił serce na boisku i pokazał, że jest wielkim wzmocnieniem BVB. Jego grę docenili niemieccy dziennikarze. Kicker przyznał mu notę 2 w skali, w której 1 oznacza klasę światową. Reus obok Kehla został najlepiej ocenionym piłkarzem Borussii i znalazł się w jedenastce kolejki.









