Nic nie trwa wiecznie. Przemijają wielcy piłkarze, przemijają wielcy trenerzy… przemijają też stadiony, o czym doskonale przekonali się włodarze drużyn AC Milan oraz Interu Mediolan. To właśnie między tymi zespołami toczy się batalia o tereny, na których w 2015 roku odbędzie się wystawa EXPO. Co popchnęło Ericka Thohira oraz Silvio Berlusconiego do opuszczenia legendarnego już Stadio Giuseppe Meazza, znanego jako San Siro? Czy stadion, na którym drużyny, prowadzone przez legendy takie, jak: Jose Mourinho, Carlo Ancelotti, Nereo Rocco czy Giovanni Trapattoni, zdobywały największe trofea, nie spełnia już wymaganych standardów?
Jak wszyscy doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, w dzisiejszym footballu liczą się bogaci inwestorzy, wypełnione po brzegi portfele oraz uśmiechy na twarzach włodarzy klubów. Nie posiadając określonej sumy pieniężnej, nie można korzystać z uroków mercato czy opłacać pensji gwiazd, takich jak Fernando Torres czy Nemanja Vidić. W jaki więc sposób zdobyć odpowiednią ilość euro, która pozwoliłaby zobaczyć satysfakcję na twarzach kibiców, zawodników czy klubowych potentatów? Opcji jest dużo, a najskuteczniejsze z nich to pozyskiwanie nowych sponsorów, sukcesy sportowe oraz wszystkie aspekty związane ze stadionem. Z takiego samego założenia wyszli prezydent Milanu, Silvio Berlusconi oraz prezydent Interu, Erick Thohir.
San Siro – bliźniacza miłość czy brak alternatyw?

Stadio Giuseppe Meazza. Miejsce, w którym rodziły się legendy piłki nożnej. Miejsce, w którym odbywały się finały prestiżowej Ligi Mistrzów. Miejsce, które stało się symbolem drużyn Milanu i Interu. Zadajmy sobie jednak pytanie: dlaczego dwie tak utytułowane drużyny jak „Rossoneri” i „Nerrazzuri” dzielą się jednym stadionem? Czy powodem jest sentyment? A może tradycja? Moim skromnym zdaniem powód jest jeden: brak pieniędzy na budowę nowego ośrodka. Mimo faktu, że San Siro zostało skategoryzowane jako pięciogwiazdkowy stadion, to wiele drużyn, które miały przyjemność zagrać na tym osiemdziesięciotysięczniku, nie było zadowolonych ze stanu murawy, na jakiej to przyszło im grać. Trudno się temu dziwić, ponieważ stadion niejednokrotnie był nadmiernie eksploatowany. Załóżmy, że Milan i Inter grają w Lidze Mistrzów i Pucharze Włoch. Oznacza to, że obie drużyny mogą czasami rozegrać aż trzy mecze w tygodniu, z czego prawdopodobnie połowa byłaby rozgrywana na San Siro. Czy pozwala to na utrzymanie murawy w „dobrym stanie zdrowia”? Oczywiście, że nie.
Sam stadion również pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Najbardziej w oczy rzuca się brak kompleksów rozrywkowych, z których to do klubowego budżetu wpływają największe dochody. Przez wielu San Siro określane jest mianem reliktu przeszłości i dawnej świetności obu drużyn z Mediolanu. Cóż, trudno się z tym nie zgodzić, gdy spojrzy się na tabelę Serie A. Obydwie drużyny prezentują się poniżej oczekiwań, a nic nie zapowiada poprawy tego stanu rzeczy. Wraz ze słabymi wynikami idzie słaba frekwencja, zmniejszona uwaga sponsorów, mniejsza ilość pieniędzy na klubowe potrzeby, mniej transferów i… koło się zamyka, ponieważ brak transferów, które podniosłyby jakość drużyny prowadzi do słabych wyników. Problemem obu zespołów z Mediolanu są także właściciele, których sakiewki pozostają zamknięte. Obydwa kluby muszą utrzymywać się same, a co za tym idzie, opłacać transfery. To zaś tłumaczy brak jakichkolwiek topowych nazwisk w obu drużynach, ponieważ, jak napisałem wcześniej, San Siro nie przynosi na tyle dużych zysków, by drużyny Interu i Milanu pozwoliły sobie na wielkie zakupy. Jedynym remedium na wyjście z marazmu dla obu ekip jest budowa nowego stadionu. I właśnie to doprowadziło do wojny pomiędzy Erickiem Thohirem a Barbarą Berlusconi (młodszą córką Silvio).












