Arka Gdynia, wygrywając 2:0 z GKS Bełchatów w meczu inaugurującym zmagania w ramach 14. kolejki Ekstraklasy, przełamała trwającą od siedmiu spotkań niemoc. Jednym z głównych aktorów piątkowego widowiska był skrzydłowy Arki, Marcin Pietroń, który po meczu podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami.
Jak smakuje zwycięstwo odniesione po siedmiu kolejkach?
Bardzo dobrze. Liczyliśmy na swoją dobrą grę, tym bardziej że już z Cracovią graliśmy nieźle, brakowało tylko tej kropki nad „i”. Dzisiaj to potwierdziliśmy, rozegraliśmy poprawne spotkanie. Tworzyliśmy zespół, cały czas przesuwaliśmy się w dwóch strefach. Wyeliminowaliśmy praktycznie wszystkie ofensywne akcje rywali, nie pozwoliliśmy im dojść do konkretnych sytuacji, a sami wykorzystaliśmy swoje.
Chyba ta krytyka wyszła Wam na dobre, bo na dobrą sprawę bramki zdobyli dziś gracze, którzy byli ostatnio krytykowani: Bartosz Ława i Łukasz Kowalski.
Nie czytam prasy, więc nie wiem, czy byli krytykowani. My wykonujemy swoją pracę na treningach i wiedzieliśmy, że to kiedyś zaprocentuje. Nawiążę jeszcze do tej krytyki: wszyscy wieszali na nas psy, narzekali na słabą grę. Chciałbym wrócić do meczu ze Śląskiem Wrocław. Tamto spotkanie wcale nie było słabe w naszym wykonaniu, brakowało tylko szczęścia. W meczu z Polonią Warszawa również nie zagraliśmy źle. W głupi sposób traciliśmy bramki. Mam nadzieję, że pech już minął i po tej wygranej do końca rundy już nic nie przegramy.
Czesław Michniewicz podał Wam w przerwie jakąś magiczną miksturę? Na drugą połowę wyszliście w niesamowitej formie. Ruszyliście z dużym impetem, czego owocem była bramka Ławy i następnie trafienie Kowalskiego.
Uczymy się na błędach. Z Polonią Bytom na początku drugiej połowy straciliśmy od razu bramkę. Teraz chcieliśmy tego uniknąć, dlatego graliśmy bardzo konsekwentnie, blisko siebie i chwała nam za to, że to właśnie nam udało się strzelić. Te pięć pierwszych minut jest praktycznie najważniejsze, tym bardziej przy tak niskiej temperaturze. Gdy się wychodzi z ciepłej szatni, jest to dla ciała taki szok termiczny. Cieszę się, że to my kontrolowaliśmy grę i zmusiliśmy ich, żeby się otworzyli.
Rozumiem, że do Wodzisławia jedziecie po trzy punkty?
Oczywiście, w każdy meczu gramy o trzy punkty
Dziękuję bardzo i życzę powodzenia










