Pierwszy z dwóch sprawdzianów przed mistrzostwami świata zakończył się remisem z reprezentacją Chile 2:2. Chociaż prowadziliśmy już dwoma bramkami, to daliśmy sobie wydrzeć zwycięstwo. Grając bez Kamila Glika, zrobiliśmy kilka błędów, które być może nie zostałyby popełnione, gdyby filar naszej reprezentacji brał udział w tym meczu. Jak to spotkanie wyglądało z naszej perspektywy?
Zacznijmy od tego, że na stadionie przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu zebrało się 41216 kibiców. Kilka lat temu na meczu towarzyskim taka frekwencja była nie tyle nierealna, co marzeniem rodem z science fiction. Do stolicy Wielkopolski przyjechało całkiem liczne grono piłkarzy, którzy z większym lub mniejszym sukcesem grali w niebiesko-białych barwach.
Aktualnie w reprezentacji Polski gra aż dziewięciu zawodników, którzy w swoim piłkarskim CV mają wpisany klub z Poznania. Dla Lecha grali: Lewandowski, Teodorczyk, Kownacki (trzech z czterech naszych napastników), Linetty, Peszko, Bereszyński, Kamiński, Bednarek i Fabiański.
To tyle z ciekawostek. Teraz czas na to, co działo się podczas meczu.
Po staremu z ostrą grą
Spotkanie zaczęliśmy po staremu, czyli w formacji z czterema obrońcami. I momentami nie wyglądało to najlepiej. Popełnialiśmy zbyt dużo prostych błędów. Przy stałych fragmentach gry gubiliśmy krycie.
W 15. minucie Nicolas Castillo próbował pokonać Szczęsnego przewrotką. Polacy oddawali swoim rywalom zbyt dużo miejsca w okolicach naszego pola karnego. Na szczęście liczne strzały nie trafiały do bramki, ale aż strach pomyśleć, co by było, gdyby Chile grało swoim pierwszym „garniturem”. Alexis Sanchez czy Arturo Vidal mogliby nas skarcić. Przeciwko Kolumbii nie możemy tak grać, bo ich potencjał ofensywny jest milion razy większy niż ekipy „La Roja”.
Chociaż był to tylko mecz towarzyski, to od samego jego początku ani jedna, ani druga drużyna nie miała zamiaru odstawiać nogi. Najdotkliwiej przekonał się o tym Grzegorz Krychowiak, który został ostro potraktowany przez Juniora Fernadesa.
Kilka minut później został podyktowany rzut wolny dla Chile, po którym zdobyło gola, ale na szczęście dla nas był spalony. Kolejny raz zostaliśmy zaskoczeni we własnym polu karnym. Minutę później odpowiedzieliśmy. Po rzucie rożnym Krychowiak znalazł sobie trochę miejsca, ale uderzył tuż obok słupka.
Przebudzenie
Nagle po akcji Krychowiaka Polacy się przebudzili i kilka minut później stworzyli sobie kolejną okazję. Tym razem przed szansą stanął Grosicki, ale za nim jednak jubilat przedostał się w pole karne, rozegrał szybką dwójkową akcję z Rybusem.
Chwilę później byliśmy świadkami kolejnej szybkiej akcji lewą stroną. Ze skraju pola karnego Grosicki dogrywał do rozpędzonego Linettego, ale Arias poradził sobie ze strzałem piłkarza Sampdorii.
Kilka sekund później rozpędzona reprezentacja Polski dopięła swego. Pięknego gola strzelił nasz kapitan – Robert Lewandowski. To, co może cieszyć, to to, że po wyjściu na prowadzenie nie cofnęliśmy się jak w meczu z Portugalią podczas Euro 2016, tylko poszliśmy za ciosem.
Najpierw kolejną okazję miał Linetty, a później na 2:0 podwyższył Piotr Zieliński. Czy to będzie jego turniej? Wydaje się, że tak. Może to być piłkarz, który grając za plecami Roberta Lewandowskiego, będzie drugim naszym najważniejszym zawodnikiem. Ma wiele atutów, a co najważniejsze jest w formie.
Między radością po drugiej bramce, a wznowieniem gry z boiska zszedł Sebastian Vegas, który ewidentnie nie radził sobie z Błaszczykowskim. Kuba ogrywał go bezlitośnie. Poza tym Chilijczyk złapał żółtą kartkę po ataku na naszego byłego kapitana.
Jeśli ktoś miał wątpliwości, że nasz pomocnik nie powinien jechać na mistrzostwa świata, po tym spotkaniu już wie, iż Kuba zasłużył na powołanie. Symbol polskiej waleczności i zaangażowania. Sam zawodnik na konferencji przedmeczowej przyznał, że gdyby nie był gotowy, to nie znalazłby się w 23-osobowej kadrze.
W 38. minucie Chilijczycy udowodnili, że będą grać do końca. Kolejną dogodną okazję miał Castillio, ale trafił obok słupka. Nie radziliśmy sobie z wysokim pressingiem naszych rywali, przez co kilka sekund po strzale Castillo straciliśmy gola.
Zmieniony skład, zły skład?
Na drugą część tego spotkania Adam Nawałka przygotował sporo roszad. Boisko opuścili m.in. Wojciech Szczęsny czy Łukasz Piszczek. Za tego drugiego wszedł Thiago Cionek. Była to na tyle istotna zmiana, ponieważ przeszliśmy na grę trzema obrońcami.
Początek drugiej połowy to przewaga gości, my nastawiliśmy się na kontrataki. Chilijczycy raz za razem wykonywali rzuty rożne, aż w końcu dopięli swego. W 56. minucie bezpańską piłkę przejął Miiko Albornoz, który wszedł za Vegasa, i popisał się niesamowitym uderzeniem.
Później emocje nieco opadły. Mecz przestał być już tak intensywny, udanych akcji mieliśmy jak na lekarstwo, aż przyszła 75. minuta. Uśpiliśmy czujność Chilijczyków, a dwójkową akcję przeprowadzili Milik z Teodorczykiem, po której uderzał ten pierwszy, i o mały włos zakończyła by się golem.
Podsumowując, druga połowa wypadła średnio. Sam trener Nawałka na konferencji pomeczowej przyznał, że druga część gry była trochę słabsza w naszym wykonaniu.
Plusy i minusy
Bez wątpienia dużym plusem w tym meczu była gra naszej reprezentacji po zdobytej bramce. Nie cofnęliśmy się, tylko ruszyliśmy do przodu i to się mogło podobać. Przeprowadziliśmy kilka szybkich, składnych akcji, które napędzane były przez nasze skrzydła.
Jednak po podwyższeniu wyniku na 2:0 Chilijczycy nas zdominowali. Mimo upływu minut cały czas grali wysokim pressingiem, co bardzo utrudniało nam wprowadzenie piłki do gry. Przestali stosować ten element gry dopiero po bramce wyrównującej.
Na plus na pewno była też gra kilku naszych zawodników. Na pochwałę zasługują nasi skrzydłowi, którzy szczególnie w pierwszej połowie kilkukrotnie dawali się we znaki chilijskim obrońcom.
W drugiej połowie nie potrafiliśmy zdominować naszego rywala. Byliśmy za mało agresywni, brakowało szybkiego doskoku i gry wysokim pressingiem. Przed zbliżającym się mundialem będzie trzeba to dopracować.
Gra bez Kamila Glika była sporym wyzwaniem. Koniec końców straciliśmy dwa gole. Popełnialiśmy błędy w obronie. Szczególnie w kryciu przy stałych fragmentach gry. Co tu dużo mówić, brakowało lidera, ale z drugiej strony zagraliśmy w formacji defensywnej lepiej, niż moglibyśmy się tego spodziewać.