GKS Bełchatów zrobił bardzo ważny krok, żeby utrzymać się w T-Mobile Ekstraklasie. Podopieczni Kamila Kieresia wygrali z Zagłębiem Lubin 3:2
GKS Bełchatów był mocno zmotywowany, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść w starciu z Zagłębiem Lubin. Wygrana mogła mu pozwolić zmniejszyć stratę do czternastej drużyny w tabeli i polepszyć sytuację w lidze. Gdyby natomiast zespół Pavla Hapala zainkasował komplet punktów, mógłby przeskoczyć krakowską Wisłę w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

Mecz rozpoczął się obiecująco. W 2. minucie Robert Jeż dośrodkowywał w pole karne do Arkadiusza Woźniaka, który głową pokonał Zubasa i dał lubinianom prowadzenie. Bełchatów od razu ruszył do odrabiania strat. Mateusz Mak miał dogodną sytuację, by uradować sympatyków gospodarzy, lecz jego strzał z najwyższym trudem wybronił Gliwa. Upór GKS-u w dążeniu do celu przyniósł efekt w 7. minucie, kiedy arbiter podyktował rzut karny dla podopiecznych Kamila Kieresia. Mateusz Mak wykorzystał ten stały fragment gry i doprowadził do wyrównania. Zagłębie ponownie chciało objąć prowadzenie w sobotnich zawodach. Goście próbowali stworzyć składny kontratak, by zagrozić bramce rywala, ale nie udało się tego zrobić. W 15. minucie zespół z Bełchatowa kolejny raz pokazał jednak pazur. Sawala z kilku metrów głową pokonał bramkarza Zagłębia. Dla piłkarzy GKS-u była to droga z piekła do nieba.
Podopieczni Pavla Hapala nie mieli pomysłu na zaskoczenie Zubasa. Można było odnieść wrażenie, że z upływem czasu grali z coraz mniejszym polotem. Gospodarze mieli spotkanie pod kontrolą i nie dawali się zaskoczyć jak w pierwszych fragmentach. W 36. minucie defensorzy gospodarzy zachowali się jednak niefrasobliwie, co było bardzo kosztowne. Seweryn Michalski niefortunnie odbił piłkę, która później trafiła pod nogi Woźniaka. Zawodnik Zagłębia zagrał futbolówkę w głąb pola karnego do Papadopoulosa, który wpakował ją do pustej bramki. Czech w swojej karierze zdobywał o wiele ładniejsze gole, ale jednak dał wyrównanie swojej drużynie. Oba zespoły przed przerwą starały się zdobyć bramkę, która pozwoliłaby objąć prowadzenie, lecz nie udało się tego dokonać. Do przerwy na tablicy świetlnej widniał wynik 2:2.
W drugiej części spotkania kibice zgromadzeni na stadionie mieli nadzieję, że piłkarze rozpieszczą ich tak jak przed zmianą stron, kiedy oba zespoły zdobyły po dwa gole. W przerwie meczu murawę polano wodą, co później sprawiało problemy zawodnikom, bo piłka dostawała sporego poślizgu. W 51. minucie Zagłębie miało świetną okazję, aby zdobyć trzeciego gola w tym pojedynku. Kilka metrów od bramki znajdował się Wodniak, który zamiast oddać strzał, zdecydował się na podanie do swoich partnerów, lecz żaden nie doszedł do futbolówki i akcja spaliła na panewce. Chwilę później Adrian Błąd wziął sprawy w swoje ręce i postanowił zaryzykować. Pomocnik „Miedziowych” holował piłkę, a później pokusił się o strzał z dystansu, który minimalnie minął bramkę strzeżoną przez Zubasa. W ślady gracza lubinian poszedł Kamil Wacławczyk. Piłkarz GKS-u Bełchatów również uderzył z dystansu, lecz Bartosz Rymaniak zażegnał niebezpieczeństwo, wybijając futbolówkę na rzut rożny. Gdyby nie obrońca Zagłębia, Michał Gliwa byłby w tarapatach.
GKS starał się zagrozić bramce przeciwnika, ale podopieczni Pavla Hapala grali bardzo konsekwentnie w obronie i nie pozwolili sobie na kolejny błąd podczas niedzielnego popołudnia. W 70. minucie gospodarze znaleźli sposób na przejście formacji defensywnej Zagłębia Lubin. Łukasz Madej poprowadził akcję lewą stroną, następnie zagrał do Kamila Wacławczyka, który popisał się strzałem zza pola karnego. Futbolówka zmyliła Gliwę, gdyż odbiła się od piłkarza „Miedziowych” i wpadła do siatki. GKS nie chciał kolejny raz spuścić z tonu i ponownie stracić gola. Szymon Sawala próbował zaskoczyć gości strzałem z okolic szesnastego metra, jednakże uderzenie zawodnika GKS-u skutecznie wybronił Michał Gliwa. Piłka wyszła jeszcze poza pola karne i o dobitkę pokusił się Traore, który minimalnie się pomylił, a futbolówka o centymetry minęła bramkę. Zagłębie nie chciało być w końcówce meczu chłopcem do bicia, dlatego zacięcie walczyło, by wyrównać. Blisko zrealizowania tego planu było w 85. minucie, kiedy Małkowski centrował w „szesnastkę” do Papadopoulosa, który głową chciał pokonać golkipera gospodarzy. Golkiper zachował jednak czujność i świetną interwencją uratował zespół przed stratą gola. W doliczonym czasie gry bramkarz GKS-u Bełchatów pokazał prawdziwy kunszt. Litwin niebywale interweniował po kilku strzałach w małym odstępie czasu.
Gospodarze zasłużenie wygrali, choć musieli się mocno natrudzić, aby zainkasować trzy punkty, które będą dla nich bardzo ważne. Piłkarze Zagłębia nie mogą mieć do siebie pretensji, bo walczyli do końca, lecz nie udało się wygrać.