W Gliwicach doszło do starcia dwóch ekip, które zajmowały sąsiednie miejsca w tabeli PKO Ekstraklasy. Faworytem tego meczu od początku byli gospodarze, którzy ostatnie spotkanie przegrali w połowie lutego. Dodatkowo do gry wrócił ważny dla Piasta Gliwice Patryk Dziczek. Piłkarze Aleksandara Vukovicia mieli przed tym spotkaniem serię trzech meczów wygranych 1:0. Ostatecznie dokonali tego wyczynu po raz czwarty i z dużym spokojem mogą myśleć o utrzymaniu się w polskiej elicie.
Piast Gliwice pod wodzą serbskiego szkoleniowca wygląda jak nowo narodzony. Od czasu objęcia przez Vukovicia drużyny z województwa śląskiego „Piastunki” są jedną z najlepiej punktujących ekip w ekstraklasie. Inaczej ma się sytuacja Wisły Płock, która po fatalnym początku rundy wiosennej zaczęła zdobywać punkty, lecz w ich przypadku nie można mówić o spokoju w kontekście walki o ligowy byt.
Przeważający Piast Gliwice
Mecz rozpoczął się spokojnie, lecz po upływie paru minut coraz bardziej była widoczna przewaga Piasta Gliwice. Gospodarze oddawali strzały, lecz lądowały one nad poprzeczką. „Piastunki” rozgrywały akcje głównie prawą stroną boiska, a dzięki aktywnej grze Michaela Ameyawa i będącemu w bardzo dobrej dyspozycji Arkadiuszowi Pyrce rywale mieli duże problemy w tej części boiska.
Wisła Płock popełniała błędy w rozgrywaniu piłki i musiało się to w końcu zemścić. W 20. minucie gospodarze rozegrali akcję lewą stroną boiska. W środku pola niepilnowany był Grzegorz Tomasiewicz, do którego została zagrana piłka. Ten świetnie przyjął ją na klatkę piersiową i popędził środkiem boiska. Odegrał piłkę do Ameyawa, który oddał niezbyt mocny strzał, lecz zamienił go na gola. Fatalnie w tej sytuacji zachował się bramkarz Wisły Płock, któremu futbolówka wyślizgnęła się z rąk i wpadła do siatki.
Po bramce Piast nie zwalniał tempa i dalej atakował rywala z taką samą intensywnością. Trzy minuty później ponownie serce Bartłomieja Gradeckiego zabiło mocniej, kiedy po stracie w środku pola piłkę w światło bramki skierował Tomasiewicz. Na szczęście dla przyjezdnych, Gradecki na raty złapał piłkę. Później gra się nieco uspokoiła i częściej przy piłce byli piłkarze z Płocka, lecz nie potrafili oni wejść w pole karne rywala. W ostatnich minutach ponownie Piast przeważał na boisku, lecz był niecelny w swoich uderzeniach. Po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 1:0 dla „Piastunek”, ale w meczu widać było znaczną przewagę gości. Przerażająca za to była statystyka strzałów piłkarzy Wisły Płock, którzy nie oddali ani jednego uderzenia.











