W niedzielę o 14:30 na Stadionie Miejskim we Wrocławiu Śląsk Wrocław podejmie PGE GKS Bełchatów. Podopieczni Kamila Kieresia są jedyną drużyną naszej ligi, która w tym sezonie nie zdobyła jeszcze ani jednego punktu. Czy to się zmieni w niedzielę?
Sobotnie spotkanie będzie 13. starciem klubów, które po raz pierwszy zagrały ze sobą 10 września 1995 roku. Wtedy to drużyny podzieliły się punktami, podobnie jak w następnym meczu. Inaczej było już w sezonie 1996/1997, w którym w pierwszym starciu wygrał Śląsk Wrocław, a w drugim drużyna z Bełchatowa.

Na następne spotkanie tych zespołów czekaliśmy aż 11 lat. Wtedy to do ekstraklasy powrócił Śląsk i ekipy z Bełchatowa i Wrocławia zgodnie wygrały ze sobą u siebie po 2:1. W następnym sezonie zdecydowanie lepszy był GKS Bełchatów, który zdołał wygrać u siebie i zremisować na wyjeździe. Sezon 2010/2011 był jedynym w historii, w którym jedna z tych drużyn wygrała z drugą dwukrotnie. Sztuka ta udała się Śląskowi, który najpierw wygrał w Bełchatowie 1:0, a w rundzie wiosennej pewnie pokonał „Brunatnych” 4:2. Dwa mecze zostały także rozegrane w poprzednim sezonie i oba zespoły wygrały pojedynki w roli gospodarzy.
PGE GKS Bełchatów jest aktualnie najsłabszą drużyną T-Mobile Ekstraklasy obecnego sezonu. Można tak stwierdzić, patrząc na tabelę. Podopieczni Kamila Kieresia jako jedyni nie zanotowali żadnej zdobyczy punktowej. „Brunatni” przegrywali kolejno z Wisłą Kraków, Legią Warszawa, Widzewem Łódź i Lechem Poznań. W niedzielę na Stadionie Miejskim we Wrocławiu będą mieli dużą szansę, aby dopisać sobie choć jeden punkt do tabeli.
Problemem zespołu z Bełchatowa nie jest tylko niemożność zdobycia punktu. Drużynę prześladuje także plaga kontuzji. W niedzielnym starciu na boisku zabraknie Michała Maka i Dawida Nowaka. Ponadto przed meczem z Lechem urazów doznali Mateusz Mak i Maciej Wilusz. W spotkaniu nie wystąpi także Raul Gonzalez, który pauzuje za czerwoną kartkę otrzymaną w pojedynku z Lechem Poznań.
Przed tygodniem PGE GKS Bełchatów po słabym meczu uległ Lechowi 1:0, choć przez większość spotkania było 0:0. Starcie z „Kolejorzem” skomentował trener bełchatowian Kamil Kierei: – Niestety, po raz kolejny po naszym meczu ciśnie się na usta słowo „nieskuteczność”. Skoro nie wykorzystuje się okazji do strzelenia gola, to nie wygrywa się spotkania. My dzisiaj zawiedliśmy, zwłaszcza pod bramką rywala, który oddał jeden celny strzał i wygrał. To nie jest dla nas dobry moment. Zespół jest załamany. Nie wiem, jak w tej sytuacji zachowa się zarząd klubu. Wierzę jednak w to, że mimo tych porażek ta drużyna się podniesie, bo jest dobrze przygotowana, fizycznie nie odstaje od rywali i nie gra źle. Brakuje jednego, czyli goli.











