W sobotę w Rosji rozpoczęła się już dwudziesta piąta seria spotkań. Pozytywnymi bohaterami okazali się zawodnicy Rubinu, którzy uczynili kolejny krok ku historycznemu mistrzostwu. Za to dużo negatywnych emocji swoim kibicom sprawili ustępujący czempioni, piłkarze Zenitu.
Podopieczni Kurbana Bierdyjewa stanęli przed ogromną szansą powiększenia przewagi nad najgroźniejszymi przeciwnikami. Wydawało się, że zadanie mają bardzo łatwe, gdyż mieli się zmierzyć z beniaminkiem z Jarosławla zajmującym w tabeli pierwsze miejsce, ale od końca. Liderzy Premier Ligi byli zdecydowanymi faworytami tej konfrontacji, a ich ewentualną porażkę uznano by za megasensację. Od samego początku do ataku ruszyli goście, chcący jak najszybciej objąć prowadzenie. Jednak przedarcie się przez obronę wybitnie defensywnie nastawionego Szinnika sprawiało im wiele trudności. Gospodarze starali się za wszelką cenę nie dopuścić do spięć pod bramką Prabkina. Jednak nawet ich bramkarz nie potrafił powstrzymać Christiana Noboy. W 38. minucie Ekwadorczyk zdobył swojego piątego w tym sezonie gola i wyprowadził swój team na prowadzenie. Taki rezultat utrzymał się do końca pierwszej części.
Kurban Bierdyjew, nie chcąc sprawić zawodu kazańskim fanom, od razu po przerwie zareagował zmianami. Bezproduktywnych Gokdeniza Karadeniza i Romana Adamowa zastąpili Savo Milosević i Aleksandr Bucharow. Gra ofensywna kazańczyków od razu zaczęła lepiej wyglądać. Brakowało jednak wykończenia akcji. Prowadzący w lidze seryjnie marnowali dobre sytuacje. Turkmeński trener uspokoił się dopiero na 660 sekund przed końcem meczu, gdy po raz piąty w tym sezonie na listę strzelców wpisał się Ukrainiec Serhij Rebrow. Rubin pokonał Szinnika 2:0 i na dzień dzisiejszy jego przewaga nad CSKA wynosi 10 punktów. Jednak „Wosjkowi” mogą jutro odrobić trzy, jeśli pokonają Amkar. A jarosławlanie pewnym krokiem wracają do 1. Dywizji, skąd dopiero co awansowali.
Niemiłą niespodziankę swoim kibicom sprawili ustępujący mistrzowie Rosji. Mecz Spartaka Nalczik z Zenitem miał tylko jednego faworyta. Gospodarze przystępowali do tego pojedynku po srogiej lekcji futbolu udzielonej im przez głównych kandydatów do tytułu, a zdobywcy Pucharu UEFA w kapitalnym stylu pokonali outsidera z Władywostoku, aplikując mu aż osiem goli. Ku ogromnej radości miejscowych kibiców, to właśnie Spartak jako pierwszy pokonał golkipera rywali. Witalij Szumiejko uderzył piłkę na tyle precyzyjnie, że Wiaczesław Małafiejew nie zapobiegł utracie bramki. Czempioni jak najszybciej starali się wyrównać, ale podopiecznym Jurija Krasnożana nie spieszyło się do utraty prowadzenia. Zamknęli się na własnej połowie, wybijając futbolówkę jak najdalej od „szesnastki” Chomicza. Do końca pierwszej połowy utrzymał się taki wynik.
Po przerwie Postawa Zenitu nadal przypominała bicie głową w nalczyczański mur. Gospodarze szczelnie zamknęli się na własnej połowie, nie dopuszczając przeciwnika do sytuacji strzeleckich. Po 17 minutach gry Dick Advocaat postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając Alejandro Domingueza za Aleksandra Aniukowa. I to właśnie Argentyńczyk przywrócił nadzieję petersburczykom, pokonując Chomicza. Chwilę później ogromne powody do radości mieli goście, kiedy na 2:1 podwyższył ich ulubieniec, Andriej Arszawin. Czempioni zapomnieli jednak o tym, że zawsze trzeba grać do końca, co skwapliwie wykorzystali miejscowi. 240 sekund przed końcowym gwizdkiem przyjezdnych pognębił Oleg Samsonow, wyrównując stan meczu. To właśnie jego trener Advocaat powinien najbardziej przeklinać jako tego, który pozbawił Zenit szans na obronę tytułu mistrzowskiego. Zdobywcy Pucharu UEFA, jeśli wszystkie następne mecze wygrają, zdobędą 2 punkty więcej niż dzisiaj ma Rubin. A przy takiej formie zawodników ze stolicy Tatarstanu niemal niemożliwe jest, by do końca sezonu przegrali pięć razy.










