Reprezentacja Polski do lat 21 zgodnie z oczekiwaniami pewnie pokonała zdecydowanie słabszą drużynę Estonii. To była jednak tylko rozgrzewka przed może najważniejszym spotkaniem tych eliminacji – z Rosją. Po tym meczu na pewno możemy być pełni wiary w końcowy sukces.
Eliminacje reprezentacji Polski do lat 21 były do tej pory średnio udane. Przyzwoite mecze przeplatały się z fatalnymi. Bardzo dobre spotkania z Rosją i Serbią, czyli obok Polski faworytami grupy. Solidną postawę w tych meczach przyćmił fatalny występ w Bułgarii, gdzie skończyło się wynikiem 3:0. To starcie pokazało też Czesławowi Michniewiczowi aspekty, nad którymi musi popracować wraz z drużyną.
Reprezentacja do lat 21 wciąż w grze
Polacy jednak przed spotkaniem wciąż byli w grze o mistrzostwa Europy do lat 21, które planowane są na 2021 rok. Dużą wagę należy jednak przykładać do słowa „planowane”. Niestety, ale żyjemy w takich, a nie innych czasach. Choć może ten rok i przełożone eliminacje, które miały się zakończyć wiosną, pomogą polskiej młodzieżówce.
W naszej grupie wciąż wszystko jest możliwe. Jesteśmy w dobrej pozycji wyjściowej, aby zaatakować liderującą Rosję. Za naszymi plecami za to są Bułgaria i Serbia. Jak pokazali nam Bułgarzy kilka miesięcy temu, są bardzo dobrą i niewygodną drużyną, dlatego trzeba na nich uważać. Mniejsze zagrożenie stanowią młodzi Serbowie, którzy nie zachwycają. Przynajmniej do tej pory. To właśnie graczy z Bałkanów obawialiśmy się najbardziej przed rozpoczęciem kwalifikacji do młodzieżowego Euro.
Spójrzmy na krajobraz polskiej drużyny, która przystępowała do meczu w dość eksperymentalnym składzie. Kilku graczy swoją dobrą postawą zasłużyło na powołanie od Jerzego Brzęczka. W tej grupie są choćby: Jakub Moder, Kamil Jóźwiak czy Michał Karbownik. Za to nowymi twarzami w wyjściowej jedenastce byli: Tymoteusz Puchacz, Jakub Kamiński i Jakub Kiwior.
Obóz rywala
Należałoby też zaglądnąć do obozu rywala. Przed spotkaniem Estończycy zamykali grupę kwalifikacyjną z trzema punktami, które zdobyli, ogrywając Łotwę 2:1. Dwie bramki, które strzelili we wspomnianym spotkaniu, są ich jedynymi. Tak, podczas pięciu spotkań zdobyli zaledwie dwie bramki. Stracili za to 20, co daje średnią czterech goli na mecz. W poprzednich kwalifikacjach wcale lepiej nie było. Wtedy zakończyli eliminacje z dwoma punktami. To tylko pokazuje, z jak słabą drużyną się dzisiaj mierzyliśmy.










