Podczas 32. kolejki Serie A ciężko było dopatrzyć się niespodzianki. Faworyci suwerennie wygrali swoje mecze, więc układ górnej części tabeli niewiele się zmienił. Z kolei sytuacja na dnie robi się coraz bardziej klarowna.
Bari – Roma
Będąca druga w wyścigu po scudetto Roma przyjechała na Stadio San Nicola do Bari. Rywal na własnym terenie jest bardzo groźny, więc podopieczni Claudio Ranieriego postanowili zaatakować od samego początku. Pierwszy celny strzał na bramkę Gilleta został oddany w 19. minucie i od razu zamienił się na gola. Główne role w tej akcji odegrała dwójka napastników, Toni i Vucinić. Włoch dograł prostopadle do swojego partnera, a Czarnogórzec wiedział, co zrobić z piłką. Przez całą pierwszą połowę Roma przeważała i gdyby nie dobra gra obrońców Bari, to mielibyśmy wyższy wynik. W drugiej odsłonie gra wyrównała się, ale nie na tyle, aby gospodarze doprowadzili do remisu. Rzymianie wygrywają i wciąż pozostają w bliskiej odległości od Interu.
Inter – Bologna
W tym meczu faworyt był tylko jeden. Inter z łatwością poradził sobie z Bologną, której zaaplikował dwie bramki. Jednego gola zdobył syn marnotrawny, który wrócił do łask Jose Mourinho. Mowa oczywiście o Mario Balotellim, który przed rewanżowym meczem Ligi Mistrzów przeciwko Chelsea mocno pokłócił się ze swoim trenerem. Obaj panowie wszystko już sobie wyjaśnili, a „Super Mario” odwdzięczył się najlepiej, jak potrafił. Bohaterem jednak okazał się Thiago Motta, który dwukrotnie pokonał bramkarza gości.
Cagliari – Milan
To było najbardziej emocjonujące widowisko dzisiejszego dnia. Milan w tym meczu niekoniecznie zaliczał się faworytów spotkania. Sardyńczycy słyną z tego, że na własnym terenie tanio skóry nie sprzedają. Wynik rozstrzygnął się w pierwszej połowie. Bramkami podzieliła się dwójka napastników gości (Borriello i Huntelaar), a gola na wagę zwycięstwa zdobył były milanista, Davide Astori. „Rossoneri” wciąż nie tracą dystansu do prowadzącego Interu, choć przed meczem wielu wróżyło, że będzie inaczej.
Chievo – Sampdoria
To był bardzo ostry mecz. Jego wynik szybko otworzył Antonio Cassano. Potem gra dość często była przerywana przez sędziego, który dodając kolorytu, pokazywał żółte kartki na prawo i lewo. Tuż po przerwie gola na 2:0 zdobył Giampaolo Pazzini, a gdy po 10 minutach Morero obejrzał czerwoną kartkę, wydawało się, że wynik meczu jest już przesądzony. Nic z tych rzeczy. Mantovani zdobył bramkę kontaktową i goście musieli drżeć o rezultat do ostatnich minut. Ostatecznie spotkanie zakończyło się dla nich happy endem.
Genoa – Livorno
W tym przypadku możemy mówić o małej niespodziance. Genoa gra u siebie bardzo dobrze, ale zdarzają jej się pojedyncze wpadki. Taka miała miejsce dzisiaj. Livorno w dość szczęśliwych okolicznościach zdobyło bramkę, a o strzelaniu goli przypomniał sobie Tavano. Genoa z kolei może żałować tych wielu niewykorzystanych sytuacji.










