Podczas popołudniowej serii spotkań 25. kolejki Serie A kibice tylko w jednym meczu nie zobaczyli bramek. Taki stan rzeczy miał miejsce w Sienie, gdzie gospodarze zatrzymali Napoli. W innych pojedynkach nie zabrakło zarówno bramek, jak i zaskakujących wyników.

W najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu popołudniowej serii meczów Palermo dość łatwo uporało się z Lazio. Podopieczni Delio Rosiego z łatwością rozpracowali założenia taktyczne Eduardo Rei. Już do przerwy było 2:0 dla gospodarzy i po tych dwóch ciosach pewne było, że rzymianie nie zdołają się podnieść. Nowy trener miał zbyt mało czasu, aby zaszczepić wśród swoich podopiecznych gen zwycięzców. W tym meczy widać było, że Lazio to zespół rozbity, który po stracie bramki się gubi. Palermo po raz kolejny wykorzystało atut swojego boiska. Sycylijczycy pną się do góry i niewykluczone, że powalczą nawet o miejsce w pierwszej czwórce. Do walki o mistrzostwo Włoch z impetem wkracza Roma. Bramka Mirko Vucinicia zapewniła rzymianom trzy punkty z nieobliczalną Catanią. Sycylijczycy już nieraz w tym sezonie udowodnili, że potrafią na wyjeździe pokonywać wyżej notowanych rywali. Tym razem im się to nie udało, bo Roma jest po prostu silna. Dla podopiecznych Claudio Ranieriego było to siódme ligowe zwycięstwo z rzędu i w obliczu gorszej gry Interu, „Giallorossi” poczuli zapach scudetto.

Kryzys Juventusu zażegnany. „Stara Dama” odniosła swoje trzecie zwycięstwo na przestrzeni tygodnia. Styl podopiecznych Alberto Zaccheroniego może nie jest jeszcze przekonujący, ale progres formy jest wyraźny. Trzy punkty turyńczykom zapewnili krytykowani Diego oraz Candreva. Widać, że proces aklimatyzacji Brazylijczyka dobiega końca i wszystko wskazuje na to, że wkrótce kibice pokochają filigranowego rozgrywającego. Jeśli Juventusowi udało się wydostać z dołka, to Parma w niego wpadła. Beniaminek świetnie spisywał się w pierwszej części sezonu. W listopadzie udało mu się zacumować nawet na czwartej lokacie. W nowym roku Parma nie prezentuje już tak wysokiego poziomu i notorycznie przegrywa swoje mecze. Dziś pogromcami beniaminka okazali się zawodnicy Cagliari. Sardyńczycy pewnie zwyciężyli 2:0, a wynik został ustalony tuż przed przerwą. Drogę z piekła do nieba przeżyli piłkarze Fiorentiny. Mimo że od 36. minuty „Viola” przegrywała z Livorno, to potrafiła się podnieść i uzyskać zadowalający rezultat. Dla podopiecznych Cesare’a Prandellego było to pierwsze zwycięstwo w Serie A od 10 stycznia. Fiorentina pokazała, że nie rezygnuje z walki o miejsca premiowane startem w europejskich pucharach.











