Niedziela w Premier Lidze przyniosła drugi w tym roku wielki hit. Na Arena Chimki wicemistrz kraju, CSKA Moskwa, podejmował brązowego medalistę poprzednich rozgrywek, Rubin Kazań. Stołeczny klub w pełni wykorzystał atut swojego boiska, pokonując rywali 2:0.
Kibice zgromadzeni na stadionie Arena Chimki byli świadkami może nie wspaniałej gry, ale za to bardzo twardej i męskiej. Od początkowych minut zawodnicy obu drużyn nie szczędzili środków, by zatrzymać rywala. Bardzo często piłkarze padali na murawę faulowani. Pierwszą czystą okazję na zdobycie gola miał Rubin w 11. minucie. Jednak strzał oddany na bramkę Akinfiejewa z rzutu wolnego okazał się bardzo niecelny. Reprezentacyjny golkiper miał okazję do wykazania się chwilę później przy próbie Bocchettiego. Po kwadransie wolnego w niebezpiecznej odległości od bramki zarobił CSKA. Uderzenie Gonzaleza również nie zagroziło Ryżykowowi.
Po 19 minutach okazję do wykazania się szybkością miał Tomas Necid. Czeski mógł znaleźć się w dobrej sytuacji do umieszczenia piłki w siatce, gdyby nie uprzedził go golkiper Rubinu. Z czasem coraz większą przewagę zaczął osiągać zespół z Moskwy. „Wojskowi” lepiej prezentowali się w środku pola, organizowali groźniejsze akcje, lecz nie przynosiło im to korzyści. W 24. minucie z dobrej strony pokazał się Diadiun. Minął Wasilija Bieriezuckiego i Ignaszewicza, lecz zatrzymał się na Akinfiejewie. 180 sekund później gospodarze cieszyli się z gola. Piłka po niegroźnym uderzeniu Marka Gonzaleza odbiła się od Olega Kuzmina, zmyliła Ryżykowa i znalazła się w siatce.
Po stracie gola Rubin starał się jak najszybciej odpowiedzieć. Sygnał do walki dał Ansaldi, którego dośrodkowanie wyłapał pierwszy golkiper „Sbornej”. Chwilę później obronił niezbyt trudny strzał Natcho. W rewanżu również niecelnie na bramkę gości uderzył Necid. Im bliżej było przerwy, tym bardziej zachowawczo grały obie ekipy. Do szatni zeszły przy stanie 1:0 dla CSKA.
Druga część meczu dla dwukrotnych mistrzów Rosji najgorzej, jak tylko mogła. Wystarczyło zaledwie 240 sekund gry, by „Wojskowi” prowadzili już 2:0. Piłkę od Necida otrzymał Oliseh, wstrzelił ją w pole karne, a ta po odbiciu się od jednego z defensorów trafiła do Doumbii. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej dopełnił tylko formalności. Trener Kurban Bierdyjew szybko na to zareagował, wprowadzając do gry Piotra Niemowa i Gokdeniza Karadeniza. Zaraz po tym świetną okazję zmarnował Aleksandr Rjazancew. Po dośrodkowaniu Ansaldiego futbolówka po jego uderzeniu głową trafiła w poprzeczkę.
Po podwyższeniu prowadzenia CSKA uspokoił grę. Nie forsował tempa, starając się stosować pressing i nie dopuszczając przeciwników do własnego pola karnego. Dobra postawa w defensywie owocowała tym, że Rubin, mimo podejmowania prób, nie potrafił zagrozić Igorowi Akinfiejewowi. „Wojskowi” wyczekiwali rywali i próbowali podwyższyć prowadzenie. Jednak Necid nie dotarł do podania Oliseha, a Ignaszewicz chybił, uderzając piłkę głową po dośrodkowaniu Dzagojewa z wolnego.
Końcówka okazała się okresem zaostrzonej gry. Zdecydowanie w tym względzie przesadził Salvatore Bocchetti. W 83. minucie stało się jasne, że moskwianie tego meczu nie przegrają. Przesądziła o tym druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka otrzymana przez włoskiego defensora. Osłabiony Rubin nie był w stanie stworzyć sobie sytuacji chociaż na honorowego gola. A mało brakowało, by przegrał wyżej, gdyby swoją okazję w ostatniej regulaminowej minucie wykorzystał Vagner Love. Ostatecznie CSKA pokonał Rubin 2:0. Tym samym podopieczni Leonida Słuckiego po raz kolejny udowodnili swoją wysoką formę i aspiracje mistrzowskie. Po pięciu kolejkach liderują stawce i mogą spokojnie oczekiwać następnego ligowego starcia, z Tomem, oraz ćwierćfinału Pucharu Rosji przeciw Zenitowi. Za to Kurban Bierdyjew może już szykować taktykę na Amkar Perm.










