Powołanie Sławomira Peszki do reprezentacji Polski dla wielu było olbrzymim zaskoczeniem. Powszechne było twierdzenie, że to zbyt wcześnie dla piłkarza, który na swojej ścieżce kariery napotykał mnóstwo zakrętów. Były gracz Lecha Poznań pozbierał się jednak i przed najważniejszymi meczami z Ukrainą i Anglią wszyscy liczą, że Peszko znów będzie błyszczał na boisku.

Decyzja Fornalika jest jak najbardziej zrozumiała. Piłkarz FC Koeln ma za sobą kilka bardzo udanych spotkań, w których strzelał gole i asystował. Peszko ewidentnie jest na fali wznoszącej. Jak sam twierdzi, ma być tym brakującym elementem, który sprawi, że Lewandowski w końcu będzie miał więcej dogodnych okazji do strzelenia gola. Sławomir liczy, że po meczu w Anglii kadrowicze będą świętować awans.
– Pojawiłem się tu po to, by miał kto dogrywać piłki „Lewemu”. A co do imprez, to nic nie ma w planach! Wszyscy i tak w kółko rozmawiają tylko o Ukrainie, bo od tego meczu wszystko zależy. Ale jeśli po dwóch wygranych trafi się okazja do imprezy w Londynie, na której będziemy świętować awans, to nie widzę przeszkód – powiedział Peszko.










