Przez wielu uznawany za najlepszego szkoleniowca na świecie. Nie bez powodu. Pep Guardiola trenerskim geniuszem czarował już za czasów pracy w Barcelonie i Bayernie Monachium. Obecnie z angielskimi rozgrywkami uczynił dokładnie to samo, co wcześniej z hiszpańskimi i niemieckimi. Zrobił z nich własną piaskownicę, w której rządzi i dzieli.
Manchester City to pieniądze. Petrodolary, za które zakupiono świetnych graczy. Zawodników zapewniających sukcesy i trofea. „The Citizens” to wręcz samograj. Nie trzeba być wielkim trenerem, żeby wygrywać z takim zespołem. Poza tym to klub bez większej historii i w ogóle dziwny twór.
Tak, to wersja forsowana przez przeciwników Manchesteru City. Nasiąknięta wręcz czystą antypatią. Tyle tylko, że ta wersja mija się w pewnym stopniu z prawdą. Owszem, „The Citizens” wielu sukcesów w przeszłości nie świętowali. Jednak swoją historię zapisują obecnie. Tak, bez petrodolarów nic wielkiego by zapewne nie osiągnęli. Manchester City to samograj? To akurat totalna bzdura.
Nawet najlepsi zawodnicy potrzebują kogoś, kto scali wszystkie jedenaście elementów w zespół. Sprawi, że zaczną odpowiednio współpracować. Bez tego nie da się odnieść sukcesu. Najlepszym na to dowodem jest występ reprezentacji Argentyny na ostatnim mundialu. Dlatego twierdzenia o tzw. samograjach są czystą fantastyką. Z czasem zdali sobie z tego sprawę także na Etihad Stadium. Jednak nawet mimo sukcesów za kadencji Roberto Manciniego czy Manuela Pellegriniego to nie było to, czego oczekiwali właściciele. Żaden z wymienionych szkoleniowców nie posiadał pierwiastka trenerskiego geniuszu. Dlatego włodarze Manchesteru City nadal szukali odpowiedniego człowieka na stanowisko menedżera „The Citizens” i znaleźli Pepa Guardiolę.
Nowy wymiar wygrywania
Trzeba jednak zaznaczyć, że Hiszpan nie dokonał jakiegoś cudu. Nie budował drużyny od zera. W momencie, gdy Pep Guardiola obejmował zespół Manchesteru City, klub z Etihad Stadium był już jednym z najlepszych w Anglii. Drużyną, która w ostatnich pięciu sezonach dwukrotnie wygrała krajowy tytuł. Dlatego fundamenty i kilkanaście rzędów cegieł już stało. Hiszpański szkoleniowiec dodając swój pierwiastek geniuszu, miał po prostu budować dalej. A trzeba przyznać, że budował bardzo szybko.
Pierwszy sezon, jak to zazwyczaj bywa, Pep Guardiola musiał poświęcić na wprowadzenie swojej wizji gry. Nie było wiele różnic względem poprzedników, ale jednak. Opłaciło się. Efekty pracy szkoleniowca są widoczne od dwóch lat. Były trener Barcelony wprowadził „The Citizens” w nowy wymiar wygrywania. Taki spod znaku perfekcjonizmu. Manchester City wygrywając mistrzowski tytuł w dwóch ostatnich sezonach, zdobył łącznie 198 punktów. Wynik wręcz kosmiczny, który złamał wcześniej niewyobrażalne granice. Tym samym Pep Guardiola wraz z „The Citizens” walkę o mistrzostwo wznieśli na zupełnie inny poziom. Chcesz realnie rywalizować o tytuł? Zdobycie 100 punktów to konieczność.











