To nie będzie drugi Luka Modrić. Jednak to nie oznacza niczego niedobrego, jeśli w logiczny sposób zostanie wykorzystany jako jeden z trzech pasujących elementów w układance linii pomocy. Wydaje się, że filozofia Andre Villasa-Boasa, jeżeli chodzi o całościowy wzorzec zespołu, postępuje w stronę większej ruchliwości aniżeli zdolności zmiany modelu drużyny w zależności od klasy przeciwnika.
OK, co może zatem od siebie zaoferować Paulinho? Na pewno wiele. Piłkarz pozyskany za mniej niż 20 mln funtów już niejednokrotnie pokazywał, czy to podczas Pucharu Konfederacji, czy to w Corinthians, że jest zawodnikiem box-to-box, czyli przez większość czasu spędzonego na boisku lubi operować zarówno na własnej połowie, jak i namieszać w ofensywie. Poza tym jest to solidny i zdeterminowany grajek z większą fantazją niż Sandro oraz pewny siebie zawodnik przy wyprowadzaniu futbolówki z połowy boiska, zagrywaniu piłek do przodu oraz przy atakach na bramkę rywala.
Paulinho nie jest typem, który stoi tylko na środku, czyhając na przerwanie akcji rywala. Do jego zadań nie należy wyłącznie dostarczanie piłek w prześlicznym stylu. Reprezentant Brazylii jest bardziej ukierunkowany, coś w rodzaju Moussy Dembele. Nie, nie, to żadne lekceważenie. To po prostu odmienny rodzaj piłkarza, który mógłby jeszcze wypełnić lukę po Modriciu, który potem, jak wiemy, stał się supernową. Tyle że obaj panowie nie są do siebie podobni. Już nie mówię tutaj pod względem koloru skóry czy innych rzeczy, ale przede wszystkim w stylistyce gry. Na czym polega zatem ta różność różności? I skoro Paulinho nie jest następcą Luki, to kim w takim razie jest?
Polub Brytyjską krainę futbolu na Facebooku
Przejdźmy do wyobraźni. Sandro, który będzie umieszczony między formacją obrony a linią pomocy, będzie pełnił rolę bezlitosnego samuraja, który będzie chciał za wszelką cenę ograniczyć dostęp do własnej „szesnastki” przed tym, który odważy się do niej zbliżyć. A co z Dembele? Były pomocnik Fulham, w porównaniu do zeszłej kampanii, będzie swobodniej się poruszał po placu gry, napierając do przodu i tworząc więcej przestrzeni dla swoich partnerów w ataku, przyciągając za sobą piłkarzy rywala. Były pomocnik ŁKS-u będzie zaś mógł brać się za dwie rzeczy: wygrywanie piłek i bieganie od jednego pola karnego do drugiego. Z pewnością nie będzie także nieśmiały w bezpardonowych wejściach. Przed nimi będziemy widzieć Garetha Bale’a i Aarona Lennona za, być może, Emmanuelem Adebayorem. W połączeniu daje nam to potężną dynamikę w przodzie. Na razie na papierze.
Pod kątem taktycznym model zespołu będzie się stopniowo dopasowywał do idei AVB i krok po kroku będzie dążył do tej bardziej agresywnej natury gry w porównaniu do pierwszego sezonu portugalskiego szkoleniowca na White Hart Lane. Tottenham prawdopodobnie będzie częściej szanował futbolówkę, grając z większą swobodą. A Paulinho na środku boiska będzie następcą z prawdziwego zdarzenia, jakiego „Koguty” potrzebowały. Dzięki niemu team zyska większą ochronę skrzydeł i udowodni, a brak Luki Modricia nie będzie już tak odczuwalny. Lennon i Bale potrzebują takiego wsparcia, kogoś ze zdolnością włączania się do akcji w odpowiednim momencie gry.










