W 10. kolejce będzie okazja poznać prawdziwe twarze drużyn Cracovii i Pogoni. Notujące ostatnio dobre wyniki zespoły w bezpośredniej konfrontacji będą mogły ocenić swój faktyczny potencjał.
Zwycięstwo nad Śląskiem w ostatniej kolejce może być impulsem, którego Cracovia potrzebowała od początku sezonu. Mimo że okoliczności tej wiktorii można uznać za odrobinę przypadkowe (rzadko kiedy mecz od 4. minuty układa się tak bardzo po myśli któregoś z zespołów), jednak sygnał poszedł w świat – podopieczni Wojciecha Stawowego nie zamierzają utopić się w ligowej szarzyźnie. Remis po naprawdę dobrym spotkaniu w 186. derbach Krakowa pozwala uwierzyć, że drużyna ma szansę zanotować faktyczną zwyżkę formy. Jeśli „Pasy” zagrają jutro z podobnym zaangażowaniem jak w ostatnich spotkaniach, mogą poradzić sobie z Pogonią.

Inna sprawa, że „Portowcy” przebojem wbili się do górnej połówki tabeli i nieszczególnie mają zamiar się z nią rozstawać. Od siedmiu spotkań nie zaliczyli porażki, a z kwitkiem odprawili między innymi Lecha Poznań i naprawdę dobrze grającą w tym roku Jagiellonię. Remisy z Wisłą, Lechią czy Śląskiem potwierdzają dobrą formę podopiecznych Dariusza Wdowczyka. Spotkanie z Cracovią może być faktycznym papierkiem lakmusowym potencjału drużyny ze Szczecina. Jeśli Pogoń rzeczywiście planuje włączyć się do gry o puchary, nie może sobie pozwolić na porażkę w Krakowie.
– Saidi i Dawid Nowak bardzo fajnie się uzupełniają na boisku, w szczególności jeśli chodzi o ofensywę. Widać, że chcą ze sobą grać i to cieszy. Ważne żeby zawodnicy z przodu się rozumieli, mieli wypracowane własne schematy – przyznał po wygranej nad Śląskiem Wojciech Stawowy. Dodał jednak, że wynik tego meczu nie powinien zmylić gospodarzy jutrzejszego spotkania – Zaznaczam, że gdybyśmy w pierwszej połowie stracili bramki, to nie wiadomo w jakich byśmy byli po meczu nastrojach.
Z kolei Dariusz Wdowczyk po spotkaniu z Podbeskidziem (wygranym 2:1) usprawiedliwiał swoich piłkarzy – Zabrakło nam 12 godzin, by się w pełni zregenerować po meczu z Lechem i dlatego to spotkanie wyglądało tak, a nie inaczej. Określiłbym to zdaniem: serce by chciało do raju, a nogi nie dają. W meczu, który idealnie się ułożył, drugie 45 min stało się nerwowe i wszystko mogło się zdarzyć. O ironio losu! Graliśmy tu piękne spotkania, których nie wygrywaliśmy – powiedział szkoleniowiec, który po kilku latach banicji wrócił na piłkarskie salony.












