Każdy, kto choć raz w życiu grał w szachy, wie mniej więcej, jakie są zasady. „Szach-mat” oznacza ruch, który kończy grę i zapewnia zwycięstwo jednemu z graczy. Zdarza się jednak, że mecz pozostaje bez rozstrzygnięcia. Wtedy mamy do czynienia z „patem”. Taka sytuacja zdarzyła się również wczoraj w drugim meczu półfinałowym mistrzostw świata. Trenerzy Holandii i Argentyny obrali takie strategie, że po dwóch godzinach gry nie padło rozstrzygnięcie, nawet bramek nie było. Dlatego potrzebne były karne.
Mecz w Sao Paolo bardzo kontrastował z tym, co widzieliśmy pierwszego dnia półfinałów w Belio Horizonte. Mecz Niemców z Brazylią obfitował w emocje, bramki i dramat gospodarzy. Mecz Holendrów z Argentyńczykami był z kolei pojedynkiem opartym na organizacji, taktyce, strategii i waleczności. Coś dla koneserów, dla tych, którzy lubią starcia oparte na nowinkach taktycznych i sprytnych pomysłach szkoleniowców. Przed analizą spotkania dodam, iż najwięcej miejsca zostanie poświęcone grze obronnej obu drużyn z racji tego, że ta stała na najwyższym poziomie.
1. Organizacja gry obronnej Argentyny
Pierwszym i podstawowym powodem braku bramek i dużej ilości sytuacji podbramkowych było nastawienie się na grę defensywną obu zespołów i doskonała organizacja w tejże formacji. W Argentynie najlepiej zagrali Garay z Demichelisem, zaliczając mnóstwo odbiorów (grafika). Gdy oni sobie nie radzili, z drugiej linii do defensywy schodził Javier Mascherano i tak w kryzysowych momentach „Albicelestes” grali w zasadzie trzema stoperami. Jednak nie to było kluczem do czystego konta. Owym kluczem było to, jak radzili sobie z dwójką najbardziej wpływowych zawodników ofensywy „Oranje” – Robinem van Persie i Arjenem Robbenem. Wobec Robbena najczęściej stosowano podwojenie, czasem nawet potrojenie krycia. W szczególności „zaopiekował” się nim Mascherano. Wobec van Persiego również stosowano tę metodę, ale jednak skupiono się również na innej. Kapitan drużyny Van Gaala najczęściej dostawał piłkę, gdy był odwrócony tyłem do bramki lub gdy cofał się do strefy środkowej. W każdym z takich przypadków automatycznie jeden z argentyńskich obrońców dochodził do RVP i pressingiem wypychał go jak najdalej od bramki Romero. Jako że piłkarz Manchesteru United tego dnia nie był w najlepszej dyspozycji, większość z podejmowanych pojedynków jeden na jeden z obrońcami kończyła się stratą. Efektem tych działań była kompromitująca postawa Holendrów w ofensywie w pierwszej części spotkania. Van Persie był osamotniony i niewidoczny, zaś Robben zaliczył tylko 4 kontakty z piłką! Najmniej ze wszystkich piłkarzy w pierwszej połowie. Później, im dłużej mecz trwał, tym więcej zyskiwali oni miejsca ze względu na większe zmęczenie drużyny Sabelli, ale nie potrafili tego odpowiednio wykorzystać.












