Zespół Parmy pokonał SSC Napoli 1:0, przełamując tym samym swoją złą passę. Bohaterem spotkania okazał się Parolo, który zdobył gola na wagę trzech punktów.
Starcie pomiędzy Parmą a Napoli zapowiadało się na niekwestionowany hit 32. kolejki Serie A. Drużyna z Napolu przyjechała do Parmy z dobrym nastawieniem po ostatnio wygranym meczu z Juventusem Turyn, z wciąż matematycznymi szansami na wicemistrzostwo kraju. Miejscowi mieli natomiast przed meczem złą passę trzech porażek z rzędu, ale i ogromną motywację o każdy punkt, który mógłby przybliżyć ich do miejsca gwarantującego grę w europejskich rozgrywkach. Faworytem spotkania pozostawali „Azzurri”, przy czym należy pamiętać, że w pierwszej rundzie to podopieczni Donadoniego byli górą.
Spotkanie na Stadio Ennio Tardini zaczęło się z dużym przytupem. W 10. minucie przyjezdni zdołali już umieścić piłkę w siatce. Sędzia odgwizdał jednak spalony i trafienie Fernandeza nie zostało uznane. Przez kolejne minuty Napoli powoli konstruowało akcje pozycyjne, natomiast Parma szukała swoich szans w kontrach i zrywach. Byliśmy również świadkami ostrej gry w środku pola, która w żaden sposób nie przekładała się jednak na tworzenie groźnych akcji. W pierwszej połowie mogliśmy zobaczyć zaledwie trzy strzały na bramkę ze strony Napoli i dwa ze strony Parmy. Na przerwę piłkarze schodzili więc przy bezbramkowym remisie i z żalem straconych sytuacji.
Całe szczęście w drugiej połowie piłkarze zlitowali się już nad kibicami i postanowili dostarczyć im więcej emocji. W 54. minucie Parma doprowadziła do otwarcia wyniku po pięknie strzelonym golu. Mattia Cassani świetnie wypatrzył w polu karnym Marco Parolo, a ten potężnym strzałem umieścił piłkę w siatce. W następnych minutach zanosiło się na kolejną bramkę. Do groźnych sytuacji dochodzili zarówno gospodarze, jak i przyjezdni. W 74. minucie zdesperowany Raul Albiol wykonał mocny strzał z dystansu, jednak nie mógł on zaszkodzić bramce strzeżonej przez Mirantego. Po kilku minutach Napoli miało chyba swoją najdogodniejszą sytuację na doprowadzenie do wyrównania. Stuprocentowej okazji nie wykorzystał Lorenzo Insigne, który nie trafił nawet w światło bramki z jednego metra, choć z dość ostrego kąta. Do ostatniej minuty gry „Azzurri” rozpaczliwie próbowali doprowadzić do wyrównania, jednak z mizernym skutkiem.










