W meczu czwartej kolejki Serie A na Stadio Ennio Tardini 13. po trzech kolejkach Parma podejmowała szóstą Fiorentinę. Od początku spotkania dominowali goście, którzy szybko objęli prowadzenie. W drugiej części gry swoje okazje mieli także gospodarze, którzy wyrównali w doliczonym czasie gry z rzutu karnego.
Od początku meczu optyczną przewagę posiadali goście z Florencji. Tempo gry nie porywało, ale oba zespoły starały się stwarzać sobie sytuacje bramkowe długimi podaniami. Te jednak niemal za każdym razem przerywane były przez obronę rywali. Wystarczyła jedna akcja wyprowadzona atakiem pozycyjnym i byliśmy świadkami pierwszego gola. W 19. minucie Borja Valero podał po ziemi wszerz boiska do podłączającego się obrońcy Facundo Roncaglii. 25-letni Argentyńczyk wypuścił sobie lekko piłkę i huknął z około 30 metrów na bramkę źle ustawionego Mirante. Gospodarze niemal natychmiast chcieli odpowiedzieć, ale szczelna obrona „Violi” im to uniemożliwiała. W końcowych fragmentach pierwszej połowy goście mogli nawet podwyższyć, ale zabrakło im szczęścia.
Drugą część gry ponownie lepiej zaczęli piłkarze Fiorentiny. Już w 46. minucie rzut wolny za faul przed samym polem karnym próbował wykorzystać Matias Fernandez. Chilijczyk podkręcił piłkę w stronę lewego okienka, ale futbolówka o kilkadziesiąt centymetrów minęła bramkę Mirante. Dziesięć minut później Roncaglia ostro zaatakował Dorlana Pabona w polu karnym, a arbiter dzisiejszego spotkania Paolo Valeri bez chwili zastanowienia podyktował „jedenastkę” dla Parmy. Do piłki podszedł Jaime Valdes. Chilijczyk jednak zamiast uderzyć pewnie, podał po ziemi do bramkarza. Kilkanaście minut później znakomitą sytuację znów mieli gospodarze, ale strzał Amauriego instynktownie obronił Viviano. W 88. minucie obrońca Parmy Aleandro Rosi zapaśniczym chwytem powalił w polu karnym wychodzącego do piłki Joveticia i po raz kolejny arbiter główny wskazał na wapno. Do „jedenastki” podszedł sam poszkodowany… i fatalnie przestrzelił. Mirante nieco wolniej się rzucił i udało mu się końcówkami palców zażegnać zagrożenie. Gdy wydawało się, że zawody skończą się skromnym 1:0 dla Fiorentiny, w doliczonym czasie gry Luca Toni zagrał ręką we własnym polu karnym. Sędzia Valeri po raz trzeci podyktował rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Jaime Valdes, a kilkadziesiąt sekund później sędzia zakończył to spotkanie. Mimo dużej przewagi Fiorentina nie zdołała pokonać Parmy.










