Inauguracja 11. kolejki Serie A miała miejsce na Sycylii. W Palermo miejscowy zespół podjął Bolognę. Podopieczni Devisa Mangii nie zawiedli swoich kibiców i pewnie uporali się ze swoim rywalem.
Palermo w ubiegłym tygodniu poległo w Udine, Bologna zaś wygrała dwa ostatnie mecze. To sugerowałoby, że to goście byli faworytami tego pojedynku. Jednakże Stadio Renzo Barbera w tym sezonie stanowi twierdzę niezdobytą przez żaden zespół. „Rosanero” szybko potwierdzili regułę, że u siebie są drużyną nie do pokonania. W 13. minucie wynik meczu otworzył Eran Zahavi. Bologna nie potrafiła odpowiedzieć na to trafienie. Właściwie podopieczni Stefano Piolego mieli problemy z przedostaniem się na połowę rywala. W 26. minucie znów szansę miało Palermo. Strzał Federico Balzarettiego był bardzo niecelny. Goście pierwszą dogodną okazję mieli dopiero w 29. minucie. Wówczas Kone pomylił się nieznacznie. Po chwili uderzenie Di Vaio zostało zastopowane przez jednego z obrońców. Palermo jeszcze przed przerwą mogło podwyższyć rezultat. Strzał Ilicicia zatrzymał się na poprzeczce. Po niezłej grze w pierwszej połowie „Rosanero” zasłużenie prowadziło.
Druga część rozpoczęła się w sposób wymarzony dla gospodarzy. W 52. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego na bramkę zamienił Matias Silvestre. Obrońca pokonał Gilleta precyzyjnym uderzeniem głową. Palermo wydawało się zadowolone z dwubramkowego prowadzenia. Podopieczni trenera Mangii cofnęli się do defensywy i robili wszystko, by rywale nie doszli do głosu. Niestety, przez 20 minut kibice oglądali mizerne zawody. Zgromadzonych na Stadio Renzo Barbera rozruszał Josip Ilicić. Zawodnik w 74. minucie precyzyjnym uderzeniem pokonał Gilleta. Ten gol rozluźnił „Rosanero”. Piłkarze zaczęli grać nieuważnie, co szybko się zemściło. W 87. minucie Gaston Ramirez wykorzystał podanie Gimeneza, czym zmniejszył rozmiary porażki. To był gol mający wyłącznie znaczenie honorowe. Palermo w przekroju całego spotkania było zespołem lepszym, co potwierdziło okazałe zwycięstwo.










