Chyba nie ma wśród kibiców Wisły osoby, która nie cieszyłaby się, że w jej klubie trenerem jest taki profesjonalista jak Michał Probierz. Dostał on jednak angaż kosztem innego niezłego fachowca. Moim zdaniem Kazimierz Moskal został przez Wisłę oszukany. Dlaczego? Zapraszam do lektury.
Chyba najmniej oczekiwaną zmianą w ostatnim czasie była roszada na stanowisku szkoleniowca Wisły. Kazimierz Moskal dość niespodziewanie przejął schedę po Robercie Maaskancie. Były zawodnik „Białej Gwiazdy” był asystentem Holendra, więc wydaje się, że jego wybór na tymczasowego trenera był oczywisty. Miało to trwać jednak zaledwie chwilę, tak by władze Wisły zdołały znaleźć trenera docelowego. Moskal przy olbrzymim, szczęśliwym dla niego, zbiegu okoliczności zdołał jednak wyjść z Wisłą z grupy Ligi Europy. Na fali tego sukcesu zaproponowano mu dłuższą pracę z zespołem. Wprawdzie podpisał kontrakt na czas nieokreślony, ale nie było tajemnicą, że Moskal dostał czas do końca sezonu. Obiecano mu, że jeśli w tym czasie zdoła zbudować solidny zespół, który będzie przyciągał tłumy na stadion przy Reymonta, utrzyma posadę.

Chyba nikt honorowy nie obiecuje drugiemu człowiekowi czegoś, by za chwilę ową obietnicę złamać. Tak się jednak stało nie po raz pierwszy w Wiśle. Do braku honoru dorzuciłbym jeszcze brak rozsądku. Któż bowiem powierza przygotowanie zespołu do rundy trenerowi, którego po wznowieniu rozgrywek zamierza zwolnić? Nie wierzę bowiem w to, by Wisła miała zamiar dotrzymać danego Moskalowi słowa. Ciężko mi również sobie wyobrazić, by szkoleniowca zwolniono za wyniki. Wprawdzie w 2012 roku „Biała Gwiazda” pod wodzą „tymczasowego” trenera nie wygrała ani jednego meczu, ale przyjrzyjmy się okolicznościom.
Pierwszy mecz ze Standardem mistrzom Polski przyszło grać w dziesięciu przez ponad godzinę. Mimo to grali tak, że momentami przecierałem oczy ze zdumienia! Ba, mając jednego zawodnika mniej, zdołali wyrównać! Później przyszedł mecz w Lubinie. Remis 2:2 z ostatnim wówczas zespołem w tabeli nie mógł fanów Wisły zadowolić, ale już gra momentami wyglądała obiecująco. W zasadzie jedynym problemem krakowian była gra w obronie. Kolejnym wyzwaniem dla Moskala był rewanż w Belgii ze Standardem. Wiślacy zagrali zbyt zachowawczo, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej przy odrobinie szczęścia Kirm mógł zdobyć decydującego gola. Nie udało się jednak i „Biała Gwiazda” odpadła. Należy jednak pamiętać, że spory w tym udział miał Gervasio Nunez, który w pierwszym meczu sprokurował swoim podaniem rzut karny, a w drugim już sam otrzymał czerwoną kartkę i to w momencie, w którym Moskal szykował za niego zmianę! Ostatnim spotkaniem, jakie krakowianie rozegrali pod wodzą „tymczasowego”, był pojedynek na własnym boisku z Koroną. W pierwszej części gry kielczanie nie istnieli. Wszystko zmienił jednak początek drugiej połowy kiedy to… czerwoną kartką został ukarany Czekaj. Po chwili Korona zdobyła bramkę i do końca meczu umiejętnie się broniła, odnosząc zwycięstwo.













