W przedostatnim meczu 3. kolejki Bundesligi we Fryburgu zobaczyliśmy bardzo radosny futbol. Drużyny SC Freiburg i 1899 Hoffenheim strzeliły łącznie aż osiem bramek. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie 5:3 zwyciężyli gospodarze.
Zapowiadało się na mecz walki. Hoffenheim, w którym raczej pieniędzy nie brakuje, które przed sezonem dokonało kilku ciekawych transferów (Derdiyok, Joselu, Ochs, Wiese) i które prowadzi utalentowany Markus Babbel, gra bardzo słabo. W pierwszych dwóch spotkaniach zdobyło tylko jedną bramką, straciło aż sześć. Wynik fatalny, a mecz z Freiburgiem to świetna okazja do odblokowania. Tylko że odkąd obowiązki pierwszego trenera wiosną przejął Christian Streich, Freiburg przestał być dostarczycielem łatwych punktów. Co najwyżej trudnych. W każdym meczu „Breisgau-Brasilianer” gryzą trawę, walczą o każdy metr boiska, a na własnym stadionie są szczególnie groźni.

Początek był zaskakujący. Już w 2. minucie prowadzenie objęli goście. Rzut wolny z kilkudziesięciu metrów egzekwował Rudy, pomocnik dobrze dośrodkował, piłka przypadkowo trafiła do Delpierre’a, który wepchnął piłkę do siatki. Wydawało się, że to może być spotkanie „Wieśniaków”. Jednak nic bardziej mylnego. Później, jak to zgrabnie ujął komentator, podopieczni Babbela szukali schronienia w cieniu, który osłaniał tylko ich pole karne. Gospodarze grali spokojnie, rozważnie operowali piłką i konstruowali kolejne akcje. W końcu w 17. minucie dopięli swego. Przed szansą stanął Sorg, próbował uderzyć na bramkę, ale skiksował i piłka potoczyła się w innym kierunku, tylko że tam dopadł do niej Guede i wyrównał stan meczu. Pasywność obrońców Hoffenheim przy tej sytuacji była porażająca.
Po wyrównaniu Freiburg nie oddał inicjatywy i dążył do zdobycia kolejnego gola. Drużyna Hoffenheim była wolna, często stała w miejscu i zostawiała zdecydowanie za dużo pola rywalowi. Freiburg skrzętnie korzystał z niedyspozycji przeciwnika. W 27. minucie po dokładnym dośrodkowaniu Schustera Kruse popisał się efektownym szczupakiem i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Był to w pełni zasłużony rezultat.
W 35. minucie kapitalną akcją popisał się Usami. Japończyk samodzielnie wyprowadził kontrę, był nie do zatrzymania, ale do pełni szczęścia zabrakło celnego uderzenia. Usami był jednym z nielicznych jasnych punktów w ekipie „Wieśniaków”. Do przerwy nic ciekawego już się nie wydarzyło.
Po zmianie stron Vollanda, który miał w pierwszych 45 minutach aż siedem kontaktów z piłką, zastąpił Vukcević. O tym, jak dobra była to zmiana, świadczy 57. minuta. Usami zagrał troszkę niedokładnie, obrońca nabił Vukcevicia, chyba trafił go w rękę, sędzia nie zareagował, a zawodnik, który pojawił się dopiero po przerwie, pewnie pokonał Baumanna. Wystarczyło, że Freiburg, zadowolony z jednobramkowego prowadzenia, przestał atakować, żeby goście przy odrobinie szczęścia doprowadzili do remisu.








