W ciągu zaledwie kilku dni reprezentacja Anglii straciła dwóch wybitnych stoperów, dwóch przywódców o silnych charakterach, dwóch twardych i zawsze mocno stąpających po zielonych źdźbłach murawy wojowników. Straciła, bo chyba nikt już nie wierzy w to, że Rio Ferdinand wystąpi jeszcze w trykocie synów Albionu. Co w tej historii interesującego? Ano fakt, w jaki sposób FA oraz dwaj ostatni selekcjonerzy dokonywali swoich osądów i decyzji, oraz to, jak za zasłoną różnych podejrzanych argumentów chcieli zamieść aferę Terry’ego pod dywan.
John Terry zadebiutował w kadrze reprezentacji Anglii w 2003 roku i zagrał dla niej w 78 spotkaniach. 24 września, na trzy tygodnie przed kolejną rundą eliminacji do mistrzostw świata 2014, postanowił zakończyć karierę reprezentacyjną. Dlaczego? Czyżby poczuł nagle, że jego mięśnie, stawy i kości nie nadają się do takiego wysiłku? Nie. Czyżby przestraszył się na śmierć spotkań z San Marino i Polską? Też nie. Kapitan Chelsea postanowił skończyć z międzynarodowym futbolem dlatego, że nie mógł znieść przedłużających się w nieskończoność konsekwencji zajścia, do którego doszło jesienią ubiegłego roku na Loftus Road. Dokładnie 23 października minie rok od tego wydarzenia. Na jakim etapie jest FA i co z tym robi? Tego chyba nie muszę tłumaczyć. To, w jaki sposób Football Association „radzi” sobie z tą sprawą, doprowadziło do tajemniczego podziału w reprezentacji, społeczności piłkarskiej oraz rezygnacji z gry przez jednego z najlepszych angielskich stoperów w ostatnich latach.

Terry w komunikacie dla mediów zaznaczył, że kończy z reprezentacją, ponieważ „FA, dążąc do udowodnienia zarzucanych mu czynów, z których został już oczyszczony przez prawomocny sąd, sprawiła, iż jego pozycja w kadrze została nieodwracalnie zrujnowana i niemożliwa do wyjaśnienia”. Ktoś mu się dziwi? Ja nie. Sprawa ciągnie się już niemalże rok. Co więcej, tak jak nadmienił obrońca, została już rozpatrzona przez prawomocny sąd. Zapadła decyzja – niewinny. Dlaczego FA kontynuuje swoje śledztwo? Po co to komu? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że trzy dni później Terry usłyszał wyrok. Był taki, jakiego się spodziewał. Winny zarzucany mu czynów, a dokładnie znieważenia na tle rasowym obrońcy QPR Antona Ferdinanda podczas zeszłosezonowego spotkania na Loftus Road. 31-latek otrzymał karę czterech spotkań zawieszenia oraz grzywny pieniężnej wynoszącej blisko ćwierć miliona funtów. Kara, na jaką wszyscy czekali? Z pewnością nie. Już sam jej wymiar budzi śmiech.
Joey Barton za akt brutalnego zachowania podczas ostatniej kolejki Premier League, kiedy jego QPR grało z Manchesterem City, dostał… 12 meczów kary oraz 75 tysięcy funtów grzywny. A teraz uwaga: ile czasu potrzebowała FA na podjęcie decyzji? Dziesięć dni. Może i nie powinienem stawiać na równi klarownych na zapisie wideo wyczynów Bartona z owianą cieniem tajemnicy (powiedział coś czy nie powiedział? Jakiego słowa użył? Wykrzyczał to do ucha Ferdinanda czy czule szeptał?) sprawą Terry’ego. Żarty na bok. Dziesięć dni kontra prawie rok? Nie komentując już wymiaru kary. 12 spotkań za uderzenie jednego czy dwóch zawodników, nie robiąc im tak naprawdę żadnej fizycznej krzywdy… Mniejsze bądź większe wymiany ciosów zdarzają się w co drugim meczu. Przy standardach, do których przyzwyczaiła nas FA, kara dla Bartona była z kosmosu. A sankcja dla stopera Chelsea za przewinienie podchodzące pod dużo cięższy paragraf, jakim jest obraza na tle rasowym (nikt chyba lepiej niż Anglicy nie zdaje sobie sprawy z tego, jak newralgiczna jest to materia i jakie działa wytaczano przeciwko rasizmowi) to wprost żenada. Dlaczego tak to wygląda? Według mnie dlatego, że FA, nieco zbita z tropu wyrokiem sądu westminsterskiego, nie chciała całkowicie zrezygnować z kary (tym bardziej że dochodzenie trwało tak długo) i robiąc dobrą minę do złej gry, dała obrońcy Chelsea „karę pocieszenia”. Z jednej strony, ponieważ uznała go za winnego, nie mogło się obejść bez sankcji, a z drugiej, skoro prawomocny sąd stwierdził, że jest niewinny, to przecież nie wypada surowo karać. To nie Suarez i nie Barton… Dla przypomnienia: „Wampir” za to samo wykroczenie, za które ukarano obrońcę Chelsea, dostał… osiem spotkań pauzy.











