Choć zaledwie 17-letni, plotki transferowe z nim związane śledziły niemal całe futbolowe Niemcy. Chcieli go najsilniejsi, ale ostatecznie trafił do Bayeru Leverkusen. Poznajcie Juliana Brandta.
To był chyba najgłośniejszy transfer minionej zimy. Gdy tylko w eter poszła informacja, że Julian Brandt nie zamierza przedłużyć kontraktu z Wolfsburgiem, rozpoczęła się licytacja. O zdolnego nastolatka walczyli m.in. Chelsea, Bayern, Borussia Dortmund czy Manchester United. Ostatecznie sam zainteresowany wybrał Bayer Leverkusen i tak argumentował swoją decyzję: – Wielu młodych piłkarzy bardzo dobrze rozwinęło się w Leverkusen – powiedział 17-latek, który na myśli miał zapewne m.in. Michaela Ballacka i Toniego Kroosa. – Wiedziałem, że tutaj dostanę swoją szansę, której nie zapewniały mi inne kluby. Rudi Völler ma szczere oczy. Uwierzyłem we wszystko, co mi powiedział.

Nie od zawsze był jednak postrzegany jako wielki talent. Jego przygoda z piłką nabrała rozpędu, gdy miał 14 lat. Wtedy to właśnie, kiedy grał w FC Oberneuland, na obrzeżach Bremy (gdzie zresztą się urodził), wypatrzyli go skauci Wolfsburga i nastolatek przeniósł się do zespoły „Wilków”. – Mieliśmy najlepsze drużyny i świetnych trenerów. Jestem bardzo wdzięczny temu klubowi. Nie myślałem, że tak szybko się rozwinę – mówił już po transferze do Leverkusen.
Szanse na ten niewiarygodny przeskok dał mu specjalny program szkolenia młodzieży w Niemczech. Pomimo gry w małym klubie, Brandt miał okazję grać w reprezentacji regionu i mierzyć się z innymi najlepszymi młodymi piłkarzami w kraju. Do tego grał także w reprezentacji Niemiec U-15, w której miał kontakt z rówieśnikami szkolącymi się w klubach Bundesligi. Dla swojej reprezentacji Brandt rozegrał do tej pory 31 spotkań. Obecnie znajduje się w kadrze U19, pomimo że jest młodszy zarówno od swoich kolegów jak i rywali. Równie mocno jego rozwój przyspieszył w nowym klubie. Szybko otrzymał szansę debiutu w Bundeslidze, bo już 15 lutego, kiedy wszedł na dziewięć minut z ławki rezerwowych. Trzy dni później zadebiutował w Lidze Mistrzów, wchodząc na boisko w przerwie. Zdążył już zanotować asystę, a w ostatnich dwóch meczach (HSV i Hertha) strzelił swoje pierwsze bramki.
Co można powiedzieć o grze 17-latka? Jego wzorem do naśladowania jest Marco Reus i rzeczywiście można dostrzec pewne analogie i to nie tylko w kolorze włosów. Przede wszystkim obaj są lewoskrzydłowymi, którzy lubią zejść do środka. Cechuje ich również znakomita szybkość i zdolność gry kombinacyjnej. Brandt nieco bardziej lubuje się w dryblingach, a także wydaje się na chwilę obecną mniej wszechstronny. Młody bremeńczyk w kilku meczach Bundesligi, w których wystąpił, pokazał przebłyski swojego potencjału, ale widać też było w jego grze mnóstwo chaosu. Bieżący sezon zdecydowanie powinien służyć mu za naukę, a oceniać go powinniśmy dopiero za rok.











